7.08.2022

autorska.pl

ŻYCIE W UKRYCIU – odsłona 122, Wojciech Kass, Jakub Kaja

Wojciech Kass – poezja

Wiersz z tytułem przy końcu

Miałem do ciebie napisać coś
o żywiołach i coś o nieboszczykach,
żywioł ulewy poznasz po rozmiarze kałuży,
wiatru po złamanym drzewie, żywioł
ognia wciąż dymi się na pogorzelisku
w powtarzanych w telewizorze obrazach
aj, tyluż prawdziwków nie zebrałem
tego września w lesie, a żywioł słowa?
Jest jak wgniecenie duszy, która
z trudem wraca do poprzedniego stanu
skarlenia. O nieboszczyku nie będzie,
nie bo albo bo nie – wybieraj rycerzyku.
Przychodzą mi do głowy opozycje:
Troskliwa pasterka/ sfrustrowana
partnerka, pocieszyciel/ przeszkodziciel,
świat według Kiepskich/ świat według
świętego Jana Pawła II, uczonek/ ułomek;
tylu ludzi rozgląda się, a za prawdą nikt
lub ktoś tak cichy, że ominął go hałaśliwy paw,
znany spiker rozgląda się za dziewczyną
a na pasach przejeżdża staruszkę.
Nie mówny o nim; popatrz i idź dalej
– to zdanie wtrąca sam Dante i napomina:
Dal to wiele więcej niż podglądactwo
lecz równie dobrze możesz się cofnąć
aby ten wiersz rozpocząć tytułem,
wybrzuszone morze, nie – wyburzone morze.
Nastaje czas słabych ludzi, a przyszłość
szykuje się, aby im zabrać To.
U mnie nastaje głęboki wieczór, napina
złota cisza i nie czas żałować wianków,
gdy siwieją włosy, ściągali je z głów
królewiątka ziemi i ty wrzuć na susz
lub od razu w ogień.

Pranie, 3.12.2020

 

Wielu było takich

Wodo jeziorna Nidzkiego, moja egzorcystko.
Wątpisz niedowiarku? Wielu było takich,
a kiedy z niej wracali, rzucali ręczniki, kostiumy
i mówili: – Jest dobrze, jest inaczej,
ale nikt nie znajdował tego jedynego słowa,
nikt nie wiedział, co się wydarzyło.
Za to jaśnieli w nieznanym dotąd
szyku.

9 czerwca 2019

 

Brzoskwinie

W zenicie lata, kiedy światło zaczyna przejrzewać
(czy światło przejrzewa?), kiedy brzoskwinia
jest skupioną kroplą słońca, słodką
łzą solarną, żegnaliśmy spalonego na proch,
nasze sylwety odbijały się w marmurowych
płytach kolumbarium – jak lustrach
czarnych i połyskliwych.

Po to był ten pogrzeb, po to był zenit lata i sady
słodkich łez słońca, abym spalonemu
na proch zadał po raz pierwszy pytanie,
w gruncie rzeczy zasadnicze
bo przywołujące jadalne światło,
czy lubiłeś mój spalony, mój
umarły, czy lubiłeś
brzoskwinie?

Warszawa 13.08.2021

 

Znajda

Zasypiam leżąc na brzuchu
a przebudzony w noc
wykonuję niekiedy obrót
jeden lub kilka; wpierw
na bok, po chwili na plecy,
drugi bok i powtórnie na brzuch
po czym znów zasypiam.
Ten obrót przebudzonego
odbywa się w kierunku
przeciwnym do wskazówek zegara
ale czy to ma znaczenie? Może tak,
może nie – tej nocy obrót
zwlókł z podwórka zegar
nie tyle zegar, co jego definicję,
która zakwitła w ustach kogoś
bawiącego się na trzepaku:
to gar na literę zet.
A czas? Pytam w czas drugiego
może trzeciego obrotu:
to ogar, który śmignął w las
i już nie wróci, wołamy na niego
niepoliczonymi imionami, tyloma
od początku języka
lecz on nie wraca, nie wraca,
a kiedy już, to w zupełnym
przeistoczeniu i wtedy pytamy:
a ty tu co kundlu, na co znajdo.

Jelenia G., noc, 1.09. 2021

 

Quare?

Jezu Chryste dlaczego nie umiemy być prości
dlaczego nie potrafimy być wielkoduszni
dlaczego nie możemy być wspaniałomyślni
dlaczego nie potrafimy być dla siebie braćmi
dlaczego Jezu Chryste nie chcemy być ubogimi
dlaczego wciąż mówimy – to nie moja, to czyjaś sprawa
dlaczego mamy więcej pomysłów na siebie
niż serca wobec siebie, dlaczego daliśmy się
tak łatwo sprzedać, wy kobiety i my mężczyźni
Jezu Chryste dlaczego nie znajdujemy wytłumaczenia
dla swojego życia i tworzymy sto własnych pociech
i dlaczego nie mamy dość siły, aby zwalczyć
osobistego dyktatora, którym jest przebiegłe ego
dlaczego nie umiemy być bezinteresowni
ani żarliwi i zamiast czerpać ze swojej duszy
zajmujemy się tym, co można wydrzeć innym
dlaczego zapominamy o jednym dobrym uczynku na dzień
dlaczego Jezu Chryste nie gwiżdżemy na trudy życia
ani uśmiechamy się na okoliczność faktów
dla nas nieprzychylnych oraz podstępnych
i dlaczego jesteśmy tak straszliwie smutnymi
chociaż nie są nimi drzewa ani obłoki
oraz dlaczego przedkładamy zimną celę świadomości
nad bezgraniczną ufność Tobie, dlaczego
kilka razy dziennie uciekamy od prawdy o sobie
a uciekając, gdzie się podziewamy, w czym błądzimy?
dlaczego Jezu Chryste świat rzeczywisty
rozpuszczamy gram po gramie w pojęciach i abstrakcji
dlaczego czcimy ekonomię, która nie liczy się
z niczym i nikim, i dlaczego, skoro każde ziele powtarza: –
Święć mnie – my go nie dostrzegamy ani znamy
imienia jego i dlaczego zawierzyliśmy nicości
zezwalając jej na obecność pośród nas, która obezwładnia
wiele może, to bezlitosny fakt – ale nie na wiele
pomoże – zapisał przed śmiercią poeta z Suwałk*
dlaczego więc Jezu Chryste podziwiamy namioty,
które na horyzoncie stawiają legiony jej sprzymierzeńców
oraz szybujące na nieboskłonie latawce powierzane
wiatrowi przez dzieciątka nowego oblicza
stareńkiej ziemi.

Dies Dominica, 7.02.2021
Leszek Aleksander Moczulski (ur. 18.02.1938 w Suwałkach – zm. 17.12.2017 w Krakowie)

* * *

Poezja tak się rozbuchała, że zaczęła tonąć w przeciętności. Kass pokazał nam w tomie „Objawy” (2019), że im dłuższa drabina, tym mniej dobrych i ważnych wierszy. On potrzasnął tę drabinę! On osiągnął dykcję wielkiego formatu. Ciekawe ilu z nas pojmie to i doceni? (...) Moja lektura była unisona, ale i smętna, we mnie wszakże to samo się tłucze, ale wierszom Kassa zawdzięczam lepsze zrozumienie siebie.

(Leszek Żuliński, Latarnia Morska 2019 r.)

Kass to poeta, po lekturze wierszy którego, zostaje w głowie jedno słowo: urzeczenie. Mówi do nas ze swojego miejsca – osobnego i pojedynczego. Jego fraza jest klarowna jak bystra struga. W mig rozpoznawalna. Nerwowo dźwięczy w uchu. (...) Dla Kassa każdy dobry liryk jest wypisywaniem z siebie ciemnych złogów i jasnych zachwytów.

(Bartosz Suwiński, Arcana 2021 r.)

Zbudować własny świat w literaturze to wiele, tak wiele. Wojciech Kass zbudował w poezji własne królestwo, Krainę Północy, zarazem zimną i dobrą, czułą i zdystansowaną, świat, w którym zamieszkać oznacza wkroczyć na drogę idącą w głąb, do źródeł. Jego poezję uznać można za zjawisko w poezji polskiej osobne – z wielu powodów: przez jej kulturowe zanurzenie w świecie, którego w takim połączeniu liryka polska do tej pory nie uprawiała: połączeniu gdańsko-kaszubsko-sopocko-mazurskim (Leśniczówka Pranie!). Po wtóre, wybłysnął on jako samodzielny poeta ze źródeł inspiracji, które w zasadzie płynęły obok siebie i w inną stronę: liryki Czesława Miłosza, którego zachwyconym czeladnikiem pozostawał za młodu, i poezji jego, Kassa, „anielskiego chlebodawcy”, czyli Gałczyńskiego, który dotknął poetę wtedy, gdy ten ledwie wchodził w dojrzałość. Ale, szczerze mówiąc, takie niespodziane konfiguracje patronatów zdarzają się często i nie one świadczą o klasie poety. Świadczy o niej osobność, swoistość intymnego świata poetyckiego.

A Kass patrzy w nas, siebie, istnienie źrenicą północną. Okiem ostrym i czułym, zimnym i kochającym, zapatrzonym w bezkres i miłującym zmysłowy konkret, anielskim i erotyczno-diabelskim. To poeta, któremu dal odmierza czas, ale zimna przestrzeń przywraca go rzeczom, ludziom, istnieniowości materialnej. Jest więc w sobie rozłamany, pęknięty, jakby zraniony – twórczo.

(Prof. Jarosław Ławski, „Północne źrenice poezji: Wojciech Kass” w: Wojciech Kass, „Kamyk metafizyczny. Wiersze i poematy z lat 1996 – 2021”)

Wojciech Kass jest jednym z najbardziej wyrazistych współczesnych poetów. Wypracował sobie charakterystyczny styl i język poetycki, oryginalną dykcję rozpoznawalną pośród dziesiątków innych języków. Chodzi tu nie tylko o sposób konstruowania obrazów czy metafor, ale o sposób mówienia wierszem, mówienia autentycznego, prawdziwego, emocjonalnego, dociekliwego, powiedział bym – istotowego. Jego wiersze są wierszami doświadczenie egzystencjalnego, są bliskie życia – cielesnego i zmysłowego, a jednocześnie odkrywają metafizykę codzienności, zapytują o to, co jest dalej, głębiej, za poznaniem zmysłowym, za rzeczywistością sprawdzaną szkiełkiem i okiem.

(Krzysztof Kuczkowski, fragment wystąpienia podczas V Światowego Kongresu Tłumaczy Literatury Polskiej, Kraków 2–5 czerwca 2022 r.

Skrzypi śnieg. Gdyby miał powstać jakiś wiersz, nie na okoliczność, bo wiersz przychodzi kiedy chce i jego obraz, blade widmo, to Wojtek byłby skrzypiącym śniegiem. Więc idziemy i skrzypi. Kass przypomina mi jednego z kotów ze wspaniałej dynastii Mane Coonów zamieszkujących leśniczówkę. Jego krzaczaste brwi, szeroki nos. Zamaszystość ruchów są jak Maine Coon wypisz wymaluj. Taką scenę więc sobie wyobrazić można, że Kass, w futrzanej czapie kroczy zimą przez las idąc do miasteczkowej biblioteki. Gdy przekracza jej próg na okularach osiada mu obłok pary. Czy jest Lampart di Lampedusy? Pani w bibliotece mówi: „nie ma takiego”. Biblioteka wyrzeka się di Lampedusy po trzykroć, ale Kass się upiera że taka książka musi tu być – i jest rzeczywiście. Egzemplarz sprzed wielu lat, kiedy wydania rozchodziły się równomiernie do miast, do wsi, przez szczeble województwa, gminy, powiatu. Lampart znajduje swojego pierwszego czytelnika. Ten Lampart, jego cętki wyraźnie odcinają się od śniegu. Jak Wojtek, w którego oczach rozbłyska czasami drapieżnik, taki ryś gotujący się do skoku. Rzadki okaz Kassa w piskiej puszczy, jedyny, oryginał.

(Artur Nowaczewski, „Wybiegłem z tego snu. Tom ofiarowany Wojciechowi Kassowi przez żonę Jagienkę i przyjaciół z konfraterni Topoi z okazji 50.rocznicy urodzin Poety”, 2014)

Jakub Kaja – fotografia

Dwa światy

Jest coś co w twórczości Jakuba Kai przyciąga, jakiś magnetyzm. Gdy przyglądałem się jego pracom, to przypomniało mi się słynne zdanie Wiliama Blake’a, którym tak bardzo zachwycił się Jim Morrison: „są rzeczy znane i rzeczy nieznane a pośrodku są drzwi”. Skojarzenie to zresztą nieprzypadkowe. Młody fotograf bardzo lubi je fotografować. Nie chodzi zresztą tylko o drzwi, ale użyjmy pojęcia bardziej szerokiego: wrota. Co jest po drugiej stronie? No właśnie, te zdjęcia są tak wykonane, że przed oglądającym otwiera się nowy, nieznany świat. Drzwi percepcji – jakby powiedział Blake – oddzielają nas od świata znanego z tym co nieznane, tajemnicze.

Ale moim zdaniem Jakub idzie dalej, uchyla rąbek tajemnicy. Jest takie zdjęcie zrobione z głębi kamienicy, że drzwi są półotwarte, uchylone. Cóż jednak z tego, że nawet wtedy nie wiemy, co się za nimi znajduje? Możemy się domyślać, że wyjście na chodnik, ale tego nie wiemy. Sprawy nie rozjaśnia nam nawet wpadające na korytarz światło.

Oczywiście przed drzwiami, bramami i furtkami spotkać można ludzi. Ludzie w ujęciu Kai są też dość specyficzni często starzy, biednie odziani, przygarbieni. Świetne jest zdjęcie pochylającej się staruszki, a obok na murze narysowana szubienica, a na stryczku wisi litera „P”. Czyżby jakiś uliczny i niezbyt okrzesany malarz ścienny symbolicznie Polskę na sznurze powiesił? A staruszka kark zgina, bo może w tym kraju ludzie są przyzwyczajeni do ciągłego zginania karku?

I jeszcze jeden element, na który warto zwrócić uwagę. Otóż Jakub Kaja uwielbia fotografować kraty, płoty i mury. Może to też jakiś znak czasu, że wolność się kurczy, a mury pną się do góry.

Bartłomiej Siwiec

Jakub Kaja
bez tytułu
Jakub Kaja
bez tytułu
Jakub Kaja
bez tytułu
Jakub Kaja
bez tytułu
Jakub Kaja
bez tytułu
Jakub Kaja
bez tytułu
Jakub Kaja
bez tytułu
Jakub Kaja
bez tytułu
Jakub Kaja
bez tytułu
Jakub Kaja
bez tytułu
Jakub Kaja
bez tytułu
Jakub Kaja
bez tytułu
Jakub Kaja
bez tytułu
Jakub Kaja
bez tytułu
Jakub Kaja
bez tytułu

Wojciech Kass

Urodzony w 1964 r. w Gdyni, poeta i eseista. Opublikował kilkanaście tomów wierszy. W 2016 ukazał się wybór jego poezji Pocałuj światło. 89 wierszy, w 2018 Ufność. Trzy poematy oraz Tak. Trzy eseje o poezji. W 2019 kolejny tom wierszy pt. Objawy. Autor książek eseistycznych, ostatnio ukazała się Tak. Trzy eseje o poezji (2018). Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Pen Clubu. Był stypendystą Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2002, 2008). Wchodzi w skład redakcji dwumiesięcznika literackiego „Topos”. Prowadził zajęcia creative writing w Studium Artystyczno-Literackim Uniwersytetu Jagiellońskiego. Otrzymał m.in. nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny, nagrodę Stowarzyszenia Literackiego w Suwałkach, nagrodę „Nowej Okolicy Poetów”, nagrodę „Otoczaka”, „Sopocką muzę” – nagrodę prezydenta Sopotu (2011), Oznakę Honorową za zasługi dla województwa Warmińsko-Mazurskiego (2014), brązowy (2007) i srebrny medal Zasłużony Kulturze „Gloria Artis” (2015). Jego wiersze tłumaczone są na język niemiecki, angielski, włoski, francuski, hiszpański, litewski, czeski, słoweński, serbski, chorwacki, bułgarski, rosyjski. Od 1997 r. pracuje w Muzeum Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Praniu na Mazurach.

,

Jakub Kaja

Urodzony w 1982 w Bydgoszczy. Absolwent Akademii Krakowskiej na Wydziale Malarstwa o specjalności grafika użytkowa oraz Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku na Wydziale Grafiki o specjalności fotografia. Pasjonat fotografii ulicznej, plakatu, grafiki i designu. Z zamiłowania podróżnik i sportowiec. Na co dzień szczęśliwy mąż i tata. Zdobywca 1 miejsca oraz specjalnego wyróżnienia w ogólnopolskim konkursie na plakat z okazji 90-lecia Banku PKO BP. Uczestnik wystawy konkursowej 23 Międzynarodowego Biennale Plakatu w Wilanowie, 26 MBP w Warszawie oraz IV Biennale Plakatu Społeczno-Politycznego w Oświęcimiu. Laureat 1 nagrody w ogólnopolskim konkursie na plakat z okazji 100-lecia Odzyskania Niepodległości przez Polskę.