6.03.2022

autorska.pl

ŻYCIE W UKRYCIU – odsłona 100, Krzysztof Grzechowiak, Irena Kużdowicz

Krzysztof Grzechowiak – poezja

Wersje odjazdu

Odjazd w obłoku popiołu
Przedtem
Dosiadłszy koni których żyły rozrywał ogień
A ciepły podmuch nozdrzy
Topił wosk i lód.

Wysmarowany sadzą
Przebiwszy się przez tunele
Z maską brudu na twarzy
Wychyniesz spod skorup asfaltu.
Przyjmie cię w ramiona napowietrzne miasto.

Albo w białej trumnie pościeli
Jak w śniegu zakopany po uszy
Odlot na inną planetę
W rakiecie śmiercionośnego snu.

Na lokach dymu
Który wyrzucał z trzewi parowóz
Lub jak zmięty papier
Porwany przez nieobliczalny wiatr.

Na koniec przekornie: pokazując język.

 

Żółte gwiazdy

Kiedy się urodziłem na pewno świeciły gwiazdy
jeśli to była noc i jedna z nich
stanęła nade mną i od tego czasu
była patronką wszystkich chwil dobrych
i złych których też było niemało
a jeśli to był poranek przechodzący
w otwierające się drzwi dla nadchodzących godzin
to na pewno były chmury na niebie
białe jak dusze niewinnych dzieci
albo poszarpane wiatrem jak chorągwie zagłady
w każdym razie towarzyszące od początku do kresu
przez wszystkie wędrówki i podróże
i cień ich padał na rozpalone czoło
bo nie wiedziałem wtedy że są jeszcze
żółte gwiazdy przyszyte do rękawów i pleców
i ci którzy byli nimi naznaczeni budowali nasypy torów po których
bezmyślnie przebiegały święcące
oliwą i smarem pociągi
kiedy się urodziłem mieszkali już tylko
na kartach książek
cynamonowych sklepów
ich domy modlitwy zamieniono na magazyny
pływalnie albo wysadzono w powietrze i były
słupem kurzu bijącym pięścią
w obojętne sklepienie nieba
słupem który opadał jak kurtyna
na koniec widowiska
w każdym razie umierając będę trzymał palce
na krawędzi Księgi a za oknem żółta gwiazda
przyszyta do płaszcza obłoku niesionego wiatrem.

 

Zaległe terminy

Miałeś się urodzić planowo o czasie, ale się spóźniałeś
wyczekiwany spełniający nadzieje, nie spełniający nadziei
aż świat cesarskim cięciem wyrwał cię z objęć ciemności
i przywitał poniżeniem pierwszego uderzenia.

Potem na pamięć powtarzając biblię elementarza
przechodząc kolejne stopnie drogą z klasy na wyższe piętra
w gmachu z czerwonej cegły, gdzie podłogi
nasączone pastą i dzwonek w rękach woźnego
ogłaszał przerwy od prawd i reguł huczących
nabywając ogłady giętkości języka i obcych wyrazów
zawsze w szeregu jak groby cmentarza za płotem
szary jak znamię kurzu.

Ucząc się pilnie pokory, zwiedzając porty rozpaczy
szpitale białe jak widma, wiedząc już co to znaczy
gdy stempel ci los przystawi z wyroku przeznaczeń
i znajdziesz tamto nazwisko na długich listach płaczu.

Zaległe terminy, niedotrzymane zobowiązania
słowa które wyschły po drodze jak źródła
w zagłębieniach dłoni
przysięgi które zwietrzały i wiatr je zabrał z popiołem
i dymem spalonego rękopisu. I nic się nie wróci
z twoich utrat.

Masz te długi do spłacenia, raty, procenty
jesteś ugodzony w czuły punkt, planetę pięty
wiersz budując z wiarą w jego czyste elementy.

A tam gra orkiestra i laureat się kłania widowni
z przypiętym do klapy marynarki orderem zasługi
z ulgą kwiat rzucił na grób przyjaciela
obrotny jak obrotowa scena targowiska próżności
jąkający się ze wzruszenia nad własnym monologiem
ale kto jeszcze pamięta te listy przebojów
jednego sezonu.

Spotkania na które nie zdążyłeś.
Podróże których nie odbyłeś.
Rzeczy jak zbędne śmieci wypełniające szafy i szuflady.
Język nie od parady, ciągle do naprawy i ogłady.

I na koniec ten termin którego nikt nie przesunie,
zapisany w kalendarzu wiecznym, jak cyrograf podpisany
przez Fausta, kiedy kopią już dół a on nieświadomy
liczy jeszcze na nadchodzące lata; niewidzący
aż z ciemnej chmury deszcz naraz lunie
i zatopi domeny jego świata.

 

Z jaką niechęcią

Z jaką niechęcią przeglądasz ten album swojego życia
jak książkę uratowaną z pożogi
nadpaloną której brakuje stron
a inne ledwie czytelne albo straszą
pustymi oczodołami stron
bo kronikarz zginął
od katastrofy do katastrofy
od dni płaskich jak szyba do nocy jak dymne szkło
niepewne kroki ślepe uliczki
podróże kończące się Ścianą Płaczu
powolne odchodzenie obrazów
usychanie słów jak liści jedzonych
przez robactwo
zamierająca kadencja zdań
nagła kanonada deszczu i błyski
nadchodzącej burzy jako sceneria
snu który zaraz się skończy
pod bujnym zielskiem
ostatnim pomnikiem chwały
kopczykiem kreta.

 

To zmarli

To zmarli mówią naszymi głosami noszą
nasze zużyte ubrania i buty gdy my
tymczasem wbici na pal odświętnych garniturów
uduszeni sznurem krawata oblewamy się potem
stojący na trybunach podestach i stopniach
szafotów z zapadnią pod stopniami na baczność
w szeregach słuchający mów i pożegnań
ciągnących się godzinami
nieskończenie to zmarli bardziej są
rzeczywiści niż mgła którą jesteśmy
i która rozwiewa się za byle podmuchem oschłego
wiatru tak to zmarli którymi będziemy
za jakiś czas zastępują nas
w długich kolejkach po istnienie i piszą
podania o życie nawet wiersze
to zmarli wciąż bardziej żywi od nas samych
od naszych sprasowanych dusz
bądź jednym z nich jeżeli nie jesteś
będziesz nim.

 

Bez złudzeń, pokazując język

Długo kazał nam czekać Krzysztof Grzechowiak na swój drugi tom poetycki. „Zaległe terminy” ukazują się szesnaście lat po „Regaliach” i przynoszą wiersze dokumentujące życie człowieka na obrzeżu zdarzeń, człowieka coraz częściej spoglądającego wstecz i pozbawionego złudzeń co do świata.

Poetyce Krzysztofa Grzechowiaka najbliżej do formy wyznania, opowieści snutej niespiesznie, zatrzymującej się na szczególe, nieunikającej narracyjnych meandrów i dygresji. Poeta tworzy rozbudowane obrazy przenoszące nas w świat, który go otacza oraz w świat jego wyobraźni. Przeważa ciemna, jakby przyprószona sadzą tonacja barwna, którą wrzesiński twórca odmalowuje codzienność. Wypełniają ją zwykłe czynności, ale również liczne przemyślenia i echa lektur, które w wierszach zyskują formę metafory, niekiedy rozciągającej się na cały utwór.

Pesymizm i brak złudzeń idą tu w parze z wiernością staremu kodowi kulturowemu, który jest już ostatnim antidotum na „truciznę czasów”. Katastrofa cywilizacyjna dzieje się codziennie, na naszych oczach i nic jest nie zatrzyma, a jedyne co możemy, to do końca trzymać się dzieł dawnych mistrzów, poprawnej składni, zasad logiki – zdaje się mówić poeta.

Podczas gdy w „Regaliach” Grzechowiak kreował podmiot poetycki na Beckettowsko-Różewiczowskiego króla cywilizacyjnego wysypiska, to „Zaległe terminy” są już aktem abdykacji nawet i z tego wątpliwego przecież zaszczytu. Zostaje naga egzystencja, w której gdzieś głęboko przetrwały jeszcze ostatki esencji. Tu stawką jest już wyłącznie sama poezja, poeta zaś odmawia udziału w jakichkolwiek wyścigach, zmaganiach „o miano”, odchodzi „na koniec przekornie: pokazując język”. W tym dwuznacznym sformułowaniu mieści się i artystyczna wolność, i – całkiem na poważnie – poetycki testament.

Jarosław Jakubowski

Irena Kużdowicz – obrazy

(…) Źródłem moich inspiracji są refleksje nad istnieniem cierpienia i przemijania wszystkiego, co żyje w naszym jakże pięknym świecie. Źródłem takim jest również rzeczywistość ponadzmysłowa, ów świat metafizyczny. Obrazy, które maluję, są rezultatem długotrwałych przemyśliwań. Sztuka jest bowiem działaniem duchowym. Moim sposobem wypowiedzi jest malarstwo. Maluję to, co myślę i czuję, pragnąc przekazać treści o sprawach ostatecznych, sprawach ludzkich. Przemawiam językiem plastycznym posługującym się elementami figuracji. (…)

Irena Kużdowicz

(...) Rodowód artystyczny Ireny Kużdowicz wywodzący się z pracowni prof. Tymona Niesiołowskiego, wczesne fascynacje obrazami Georgesa Rouault i Amedeo Modiglianiego oraz malarstwo kapistów określiły związki i powinowactwa artystki, które z upływem czasu pozwoliły wykształcić własny sposób widzenia i przedstawiania świata. (...) Malarska poetyka Ireny Kużdowicz stała się roz­po­zna­wal­na dzięki stopniowo rozwijanej stylizacji natury. Doprowadziło to do wypracowania własnego stylu. Cha­rak­te­ry­stycz­ny rysunek wy­smu­kla­ją­cy proporcje nadał wyraz, w którym kierunek wertykalny nasuwa metafizyczne odniesienia. Szkicowo zarysowaną bry­ło­wa­tość portretowanych postaci lekko rozpraszają plamiste skupiska mgiełek bądź też ślady za­ma­szy­stych ruchów pędzla. (...) Wszech­obec­na jest w tym malarstwie aura wiosennego powiewu, delikatna jak przy roz­wie­wa­niu dmuchawca. Czynność ta zdaje się tu określać  przelotność i przemijalność. (...) Intuicja staje się rodzajem poznania i wtajemniczenia. (...) Subtelność tego malarstwa wywołuje nastrój, w którym istnieje niezmiennie stała pora życia, uwolniona od procesu starzenia. (...) Rozświetlenie od wewnątrz zdaje się wskazywać na ważniejsze, głębsze przesłanie niż tylko dotyczące ziemskiego kresu naszej wędrówki. (...) Nie oznacza to, że melancholia i smutek są stanami uczuć nieobecnymi w tej twórczości, ale ich natężenia i ukierunkowanie ma aspekt pozytywny, wtapiający się, współtworzący obraz ludzkiej egzystencji. (...) Sztuka Ireny Kużdowicz oczarowując kobiecą delikatnością i jednocześnie pogłębionym świetlistym skupieniem.

Jacek Soliński

 

Irena Kużdowicz
Kontemplacja
1991
Irena Kużdowicz
Morze
1989
Irena Kużdowicz
Pejzaż górski
1986
Irena Kużdowicz
bez tytułu
1986
Irena Kużdowicz
Pejzaż jesienny
1985
Irena Kużdowicz
Stromy brzeg
1982
Irena Kużdowicz
Droga do światła
1981
Irena Kużdowicz
Pejzaż morski
1981
Irena Kużdowicz
W stronę światła
1980
Irena Kużdowicz
Bieszczady III
1979
Irena Kużdowicz
Bieszczady I
1978
Irena Kużdowicz
Bieszczady II
1978
Irena Kużdowicz
Samotność I
1976
Irena Kużdowicz
bez tytułu
1962
Irena Kużdowicz
bez tytułu
1962
Irena Kużdowicz
bez tytułu
1957

Irena Kużdowicz

Artystka malarka, pedagog. Studia ukończyła na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu, uzyskując dyplom z zakresu malarstwa w pracowni Tymona Niesiołowskiego w 1950. Zajmowała się malarstwem i rysunkiem.. Brała udział we wszystkich wystawach okręgowych i okolicznościowych organizowanych przez ZPAP od 1951. Swoje prace eksponowała na 25 wystawach ogólnopolskich. Uczestniczyła w wystawach zagranicznych (NRD, Francja, ZSRR, Szwajcaria, Rumunia, Dania, Szwecja). W swoim dorobku ma 20 wystaw indywidualnych. Prace jej znajdują się w zbiorach zagranicznych w Szwajcarii, Francji, USA i Niemczech. Należała do ZPAP. Pochowana został na cmentarzu przy ul. Wiślanej w Bydgoszczy.

,

Krzysztof Grzechowiak

Urodzony w 1955 r. we Wrześni. Poeta, recenzent, bibliofil. Debiutował w 1980 w „Radarze”. Publikował w „Nurcie”, „Okolicach”, „Tytule”, „Zeszytach Poetyckich”, „Kwartalniku Wrzesińskim”, „Okolicy Poetów” i prasie codziennej. Jego wiersze znalazły się w almanachu młodej poezji wielkopolskiej „Przedpole” (1986) Wyd. Poznańskie. Wydał arkusze poetyckie: „Wersja ostateczna” (1986), „Opis walki” (1989) i tomik „Regalia” (2005, Galeria Autorska, Bydgoszcz), za który otrzymał nagrodę „Strzała Łuczniczki”. W latach 80-tych związany z NGP Drzewo. Laureat nagrody głównej w konkursie poetyckim im. A. i St. Babińskich (Poznań 1990). Wyróżniony nagrodą „Srebrna Śliwka” (WW – twórca roku 2007). Obecnie przygotowuje do wydania tom „Zaległe terminy”.