30.01.20226.02.2022

autorska.pl

ŻYCIE W UKRYCIU – odsłona 95, Krzysztof Grzechowiak, Wojciech Nadratowski

Krzysztof Grzechowiak – poezja

Teraz rozmawiam z gołębiami

Teraz rozmawiam z gołębiami wystawiam im okruszyny
chleba i wodę w pojemniku na balustradzie balkonu
bo wiem co to jest upał bezruch powietrza
podobny żarowi z hutniczego pieca
gdy nigdzie najmniejszej kałuży
i psy wywieszają różowe kartki języków
chodnik rozpalony jak struga lawy
a my siedzimy na wulkanie który
kipi i gotuje się wewnątrz
od złości jak w diabelskiej kuźni
teraz częściej płaczę jak mazgaj
uderzony przez silniejszego kolegę z boiska
odsunięty od gry nieobecny
w żadnych antologiach pokolenia
i nie wymieniany na listach
obudzony rozmawiam z cieniami i liściem
który wiruje i opada za oknem
trzeba ruszać na ratunek zabłąkanym
w ciemnym lesie rzeczy z tą latarką
wiersza jak świecącą ręką.

 

Omijałeś to miasto łukiem…

Omijałeś to miasto łukiem oddzielały cię od niego
czarne lasy asfaltowe nowej autostrady
betonowe estakady konstrukcje jak żebra
wygięte łuki wiaduktów
bariery dźwiękochłonnych płotów na których
rozbijały się ptaki
ale dymy z kominów igły kłujące niebo
ciepłe hieroglify pisma
świadczyły że żyją tam jacyś ludzie którzy
rodzili się i umierali
i łuny nad cmentarzem od zapalonych zniczy
mówiły że przyszli zmarli odwiedzali zmarłych
nie złożysz żadnego podania do miejskiego urzędu
w kruchcie kościoła z czerwonej cegły pod wieżą
nie rzucisz jałmużny do koszyka uplecionego
z wikliny albo do puszki z blachy
nie przejdziesz promenadą zasłaną
gazetami lub liśćmi
w parku na mostkach w wodę sunącą jak ołów
nie zatopisz spojrzenia nie utoniesz opłatkiem obłoku
nigdy nie mogłeś wysiąść na stacji jeśli jeszcze istniała
w tej szybkiej podróży życia omijałeś
to miasto zawsze łukiem
nie znasz jego poetów gryzmolących w brulionach
kiedy wybija północ ostatnich rycerzy wolności
to miasto zostanie zawsze poza wszelkimi arteriami
na zabłoconym poboczu przedmieściu świata.

 

O lustrach

Zobaczy w lustrze
Za plecami tę przepaść błękitu i srebra
Cienie obłoków jak karawany liści
Sunących parkową aleją
Słupy dymów ciemne wota.

Lustra które mówią: jesteście
Tutaj i za mgłą ścielącą się po polach
Mokrych od łez jesiennej rosy.
I gdy świecą igły deszczu.
Przenicowane stare marynarki
Z łupieżem umarłych właścicieli
Na kołnierzach.
.
Puste formy w przedsionkach pokoi
Gdzie na wieszakach wiszą maski –
Zakurzone lustra
W których nasze spojrzenia
Przenikają się i milczą.

Pić do lustra z kieliszka goryczy
Z diabolicznym światłem w tle
Jak zniczem.
A może to lustra nas piją
Jak za ciasne buty: jesteśmy
Wciągani powoli w głąb
Przez ramę tych drzwi
Ciasnym korytarzem.

Zobaczy w lustrze:
Ta wizja krainy pleśni i wilgotnej ziemi
Ten wizjer w mrok snu
Ten wizg powietrza w uszach
Przy spadaniu.

Bo sprawdziło się co do przecinka
I joty choć niczego nie rozumiesz
Z przepowiedni kart tasowanych w palcach.
Pod paznokciami pozostał popiół i brud
Oznaka żałoby
Chorągiew rozkładu.

 

Te buty…

Gdzie one ze mną nie były, te buty…
Ich podeszwy szorowały różne lądy i wyspy
ścieżki na brzegu morza i piaskowych obrywów.
Kiedyś, błyszczące jak nie przymierzając
eleganta z Mosiny
(i już widzę jak Witek grozi mi żartobliwie palcem),
piły wodę i piwo, zachłystywały się dymem z ogniska.
Garbowały ich skórę sprężyste kije leszczyny
paliły się ze wstydu za właściciela
brązowym rumieńcem, gdy zboczył z drogi
i błądził jak ognik na bagnach metropolii
ale zawsze doprowadzały do celu i właściwego portu
i do przystani domu. Odpoczywały wtedy zakurzone
a stopy uwolnione z ulgą zanurzałem
w krynicy ciepłej wody.
Te buty to cała moja życiowa odyseja
i może będą sterczały w niebo, gdy na wznak odpłynę
z pokładu drewnianej barki, skrzyni albo tratwy.
Lecz najpewniej obcy ludzie nie uszanują ich zasług
i skażą na zesłanie pomiędzy podłe śmieci
zastępując czarnymi i nowymi z fałszywym błyskiem uśmiechu
które będą uciskać nic nie czujące palce
(a kto wie jak daleka czeka mnie droga?)
i będę kuśtykać o lasce z obtartymi piętami
wspominając te schodzone buty z żalem
jak to co minione, bo już obeschło błoto
połonin na ich zelówkach. I inna glina
spychana łopatą grabarza
spada na twarz.

 

To zmarli

To zmarli mówią naszymi głosami noszą
nasze zużyte ubrania i buty gdy my
tymczasem wbici na pal odświętnych garniturów
uduszeni sznurem krawata oblewamy się potem
stojący na trybunach podestach i stopniach
szafotów z zapadnią pod stopniami na baczność
w szeregach słuchający mów i pożegnań
ciągnących się godzinami
nieskończenie to zmarli bardziej są
rzeczywiści niż mgła którą jesteśmy
i która rozwiewa się za byle podmuchem oschłego
wiatru tak to zmarli którymi będziemy
za jakiś czas zastępują nas
w długich kolejkach po istnienie i piszą
podania o życie nawet wiersze
to zmarli wciąż bardziej żywi od nas samych
od naszych sprasowanych dusz
bądź jednym z nich jeżeli nie jesteś
będziesz nim.

 

* * *

Na starość odchodzi łatwość pisania
mówisz: chciałbym przeczytać coś twojego ale
teraz waży się słowa jak pudowe kamienie
które mogą przygnieść czyjeś życie na amen
teraz pali się światło nad czystą kartką
przez noc całą i świt zastaje
te puste przestrzenie po których myśl hasa
niczym młody źrebak za ogrodzeniem
teraz ręka się waha i drży po tylu chorobach
jeszcze nie odcięta i głowa się chyli
jak nabity świetlistym kurzem snop zboża
garb zmęczenia jego stany mierzone jak nieskończone powietrze

teraz ciemność równiny dotyka pieszego
który szczyty już ma za sobą
i pokonany schodzi krętą spiralą schodów
badając laską skraj urwiska
teraz.
…………………………………………………
Na starość przychodzi łatwość umierania.

* * *

Krzysztof Grzechowiak powraca po kilkunastu latach poetyckiego milczenia bardzo interesującym zbiorem wierszy Zaległe terminy. Wrzesiński poeta jawi się jako uważny obserwator przemian zachodzących we współczesnym świecie. To świat post mortem Dei. Grzechowiak dostrzega, że człowieka głęboko dotyka samotność, brak sensu, poczucie wyalienowania. Temu wszystkiemu towarzyszy upadek wspólnoty, zanik więzi duchowych. Ludzie odchodzą od wartości. Poeta dobrze wychwytuje nastroje zagubionego człowieka, który coraz bardziej zachowuje się irracjonalnie.

W pewnym sensie to twórczość pesymistyczna, niepokojąca, a jednocześnie pełna nadziei. Grzechowiak na pewno nie należy do twórców nurtu nihilistycznego, wyznawane wartości są dla niego szansą na zmianę, na poprawę losu. Oto w jednym z wierszy bez tytułu, zaczynającego się od słów: „Chodziłem po swoich śladach z tamtej zimy”, poeta powie o młodych wolontariuszach przywracających wiarę w człowieka, grających kolędy i pastorałki. Być może ten fragment, w połączeniu jeszcze z kilkunastoma innymi zawartymi w zbiorze, jest odpowiedzią na pytanie, czy świat zmierza we właściwą stronę. Być może właśnie, podobnie jak Jan Paweł II, poeta w entuzjazmie młodych dostrzega nadzieję, że jeszcze nie jest za późno, że człowiek współczesny, choć zdezorientowany i rozdarty, ostatecznie odnajdzie dla siebie duchową przystań. Oby miał rację.

Bartłomiej Siwiec

Wojciech Nadratowski – malarstwo

Pejzaż jest dla mnie żywą przestrzenią z ukrytymi w niej znakami zapytania, jest kalejdoskopem kolorów i aury. Naturalne cykle przyrody wciąż i na nowo przeobrażają tę przestrzeń nadając jej znamiona tajemnicy. Ta gigantyczna horyzontalna scenografia wprzężona w astronomiczny mechanizm budziła zawsze w głowach wędrowców i odkrywców niepokój i ciekawość prowadzące do podejmowania często ryzykownych wypraw. W każdym z nas jest ten zachwyt przestrzenią. Zapewne zapatrzone w dal postacie z obrazów C.D.Friedricha podzielałyby z nami ten niewysłowiony stan. Być może pejzaż spełnia tak inspirującą i motywującą rolę, że otwiera się z rzeczywistej perspektywy w wyabstrahowaną  i nadrealną.

(…) zainteresowania pejzażem traktuję jako wyrazisty i ekspresyjny punkt wyjścia. Zwykle uproszczona notatka graficzna odłożona, a może nawet zagubiona na jakiś czas, odnajduje się i staje się powodem czegoś, co przywołuje z pamięci nie tylko optyczną warstwę obrazów.

Świadomie godzę się na niechybne wypaczenia pamięci pozostawiając w ten sposób wolne pole dla wyobraźni w rodzaju tej, którą posługują się miłośnicy zabaw kształtami obłoków. Przedstawiam moją wersję pejzażu w pewnym sensie jako symetryczną w stosunku do tego prawdziwego i doskonałego. Jest to próba subiektywnej rekonstrukcji i przemiany zewnętrznych wartości w kompozycję ułożoną według własnej logiki i wrażliwości.

 *      *      *

W pracy nad obrazem lub rysunkiem nieodłącznie towarzyszy mi skupienie. Tego rodzaju związek jest na tyle ścisły i aktywny, że nazwałbym go praktykowaniem skupienia. Z biegiem lat i nabywaniem doświadczenia staram się w obrębie podejmowanego tematu utrzymywać odpowiedni stan uwagi. W ramach tej świadomie przyjętej dyscypliny znajduję także otwarta przestrzeń dla improwizacji.

Ważną rolę w toku pracy odgrywa pamięć. Nauczony doświadczeniem, że bywa nietrwała i zawodna, zachowuję stosowaną miarę zaufania w tej dziedzinie. Zwracam się za to szczególnie ku tej,  jakby organicznej odmianie pamięci, ukazującej rzeczy w szerszym planie niezwerbalizowanej i nieusystematyzowanej, a zapisanej śladami wrażeń.

Wojciech Nadratowski

Wojciech Nadratowski
Sen o bydgoskiej wenecji III
Wojciech Nadratowski
Sen o bydgoskiej wenecji II
Wojciech Nadratowski
Młyny Rothera
Wojciech Nadratowski
Las w Opławcu
Wojciech Nadratowski
Most kolejowy
Wojciech Nadratowski
Zmierzch
Wojciech Nadratowski
Na skraju
2008
Wojciech Nadratowski
bez tytułu
2015
Wojciech Nadratowski
Promień
1996
Wojciech Nadratowski
Jesień II
2012
Wojciech Nadratowski
Jesień
2012
Wojciech Nadratowski
Grająca wyspa
2007
Wojciech Nadratowski
bez tytułu
2013
Wojciech Nadratowski
Jezioro
2008
Wojciech Nadratowski
bez tytułu
2012

Wojciech Nadratowski

Urodzony w 1957 r. w Wąbrzeźnie. Malarz i rysownik, zajmuje się także grafiką wydawniczą, ma na swoim koncie pokaźną liczbę opracowań graficznych przygotowanych do literatury pięknej i poezji (Wydawnictwa Pomorze). W latach 80. XX w. współpracował z Ilustrowanym Kurierem Polskim. Od 1979 r. związany jest z Galerią Autorską Jana Kaji i Jacka Solińskiego w Bydgoszczy. W latach 1980–1984 zajmował się działaniami konceptualnymi pod auspicjami (założonego przez siebie) Biura Strat Bezpowrotnych. Jest autorem kilkunastu indywidualnych wystaw malarstwa. Uprawia głównie pejzaż oscylujący między poetyckim realizmem, abstrakcją a surrealizmem. O swojej twórczości mówi: „Jest to próba subiektywnej rekonstrukcji i przemiany zewnętrznych wartości w kompozycję ułożoną według własnej logiki i wrażliwości”.

,

Krzysztof Grzechowiak

Urodzony w 1955 r. we Wrześni. Poeta, recenzent, bibliofil. Debiutował w 1980 w „Radarze”. Publikował w „Nurcie”, „Okolicach”, „Tytule”, „Zeszytach Poetyckich”, „Kwartalniku Wrzesińskim”, „Okolicy Poetów” i prasie codziennej. Jego wiersze znalazły się w almanachu młodej poezji wielkopolskiej „Przedpole” (1986) Wyd. Poznańskie. Wydał arkusze poetyckie: „Wersja ostateczna” (1986), „Opis walki” (1989) i tomik „Regalia” (2005, Galeria Autorska, Bydgoszcz), za który otrzymał nagrodę „Strzała Łuczniczki”. W latach 80-tych związany z NGP Drzewo. Laureat nagrody głównej w konkursie poetyckim im. A. i St. Babińskich (Poznań 1990). Wyróżniony nagrodą „Srebrna Śliwka” (WW – twórca roku 2007). Obecnie przygotowuje do wydania tom „Zaległe terminy”.