Grudzień 2020 – ŻYCIE W UKRYCIU (Galeria Autorska proponuje) – odsłona 33

Krzysztof Derdowski – proza

Krzysztof Derdowski, fot. Kajetan Soliński

Krzysztof Derdowski, fot. Kajetan Soliński

Krzysztof Derdowski (1957-2017) Pisarz, poeta, dziennikarz. Autor tomików wierszy „Czasowo nie ma wieczności”, „Cienie i postacie”. Napisał także kilka powieści i zbiorów opowiadań: „Znikanie”, „Chłód”, „Naga”, „Robal”, „Papuga”, „Wstyd” i „Plac Wolności”. Miesięcznik „Dialog” opublikował jego scenariusz filmowy „Pionek” oraz dwie jednoaktówki „Rzecznik” i „W Szwecji” Artykuły, recenzje, wiersze i opowiadania zamieszczał w: „Odrze”, „Twórczości”, „Toposie”, „Poezji”, „Kwartalniku Artystycznym”, „Nurcie”, „Dekadzie Literackiej”. Pisał między innymi o twórczości: Ryszarda Kapuścińskiego, Ireneusza Iredyńskiego, Janusza Żernickiego, Kazimierza Hoffmana, Zdzisława Polsakiewicza.  Ma w dorobku książki krytyczno – literackie: był redaktorem wyboru esejów o twórczości Stanisława Czerniaka - „Antropologia podmiotu lirycznego” oraz autorem monografii twórczości Stanisława Czerniaka, która ukazała się w listopadzie 2013 – „Mistyka, zwierzęta i koany”. W 2015 roku opublikował eseistyczną książkę o twórczości Marka Kazimierza Siwca 'Kto w wielkiej gonitwie życia...” Otrzymał nagrody literackie: „Czerwonej Róży”, „Bez woalu” i trzykrotnie„ Strzałę Łuczniczki” za najlepszą bydgoską książkę roku za powieści „Chłód”,  „Wstyd” i Plac Wolności” Był członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich oraz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.  Pochowany został na cmentarzu Starofarnym przy ul. Grunwaldzkiej w Bydgoszczy.

Życiorys

Krzysztof Derdowski, urodzony w 1957 roku, kiedy rąbanka i smalec nie były już na kartki, napisał dwa tomiki poezji, garść dramatów i pięć tomów krótkich opowieści w czasach, kiedy na kartki bywały cukier, papierosy i wódka, co zapewne wpłynęło na to co pisał, w formie pokrętnych donosów i niejasnych usprawiedliwień, czym niczym się nie wyróżniał wśród innych bydgoszczan.

Urodziłem się całkiem umierający na nerczycę w czerwcu 1957 roku, więc rodzice ochrzcili mnie w dwa tygodnie po narodzinach, chcąc mi zapewnić pobyt w raju bez zbędnych trudów i ceregieli. Przeżyłem jednak w grzechu niemowlęcego marudztwa, które św. Augustyn uważał za wyjątkowo paskudny i złośliwy. Potem grzechów było oczywiście więcej i więcej...

W przedszkolu czułem się licho i protestując przeciwko koszarowo – klockowym metodom wychowawczym kilka razy uciekłem zaraz po śniadaniu. Podczas tych ucieczek zwiedzałem kanał bydgoski i próbowałem, niestety bez skutku, zostać Indianinem.

Ucieczki i wagary nie uchroniły mnie przed ukończeniem równie męczących jak przedszkole – szkoły podstawowej, średniej i co jeszcze dziwniejsze wyższej.

Pierwszy wiersz opublikowałem w bydgoskich „Faktach” w 1979 roku. Tak mi się to spodobało, że publikowałem potem wiersze w „Nurcie”, „Nowym Wyrazie”, „Więzi”, „Regionach”, „Kamenie”. Zebrało się tych wierszy tyle, że wydałem dwa tomiki: „Czasowo nie ma wieczności” i „Cienie i postacie”.

Napisałem też opowieści „Znikanie”, „Robal”, „Chłód”, „Naga”, „Papuga”.

Mało mi było tego, więc pisałem jeszcze scenariusze i sztuki teatralne. Scenariusz „Pionek” i sztukę „Rzecznik” wydrukował „Dialog”. Kilka sztuk miało swoje próby czytane w teatrach: Współczesnym we Wrocławiu, Słowackiego w Krakowie, Nowym w Poznaniu. Na czytaniu się skończyło i aktorzy nigdy nie nauczyli się tych tekstów na pamięć.

W tak zwanym między czasie byłem nauczycielem, urzędnikiem, dziennikarzem, dyrektorem fundacji i zbieraczem ogórków oraz permanentnym bezrobotnym, co zapewne znacząco zdekompletowało moje ego i zrujnowało id.

Jestem przekonany, że warto pisać właśnie mając zrujnowane id i naruszone ego, bo tylko tak można dotrzeć do tego co najważniejsze.

Aaaa, otrzymałem jeszcze nagrody literackie – „Czerwonej Róży” i „Łuczniczki” – ale od razu zastrzegam: dawno już nie mam tej forsy.

2012

O pewnym śnie po morfinie

Lekarze w szpitalu im Biziela zaaplikowali mi morfinę. Odnotowali to w wypisie ze szpitala, który otrzymałem na dalszą drogę życia, a może bardziej na dalszą drogę umierania.

I wczytując się w ten wypis pomyślałem o dziwnym śnie, który miałem po owej morfinie. Śniły mi się zwykłe życiowe sytuacje. Siedzę z żoną w kuchni. Jemy śniadanie. Bawię się z kotem. Potem idę przez park koło hali Łuczniczki. Chwilę rozmawiam ze znajomym menelem. I mam to dojmujące uczucie, przekonanie, że te najzwyklejsze zdarzenia są znakami głębokiego ładu świata, że z tych pospolitych zdarzeń emanuje nieomal boski plan zbawienia nas wszystkich. Prawie, prawie już dostrzegam ten ład, w tamtym śnie, tę zgodę dogłębną na to czym jest nasze życie. I z lękiem, już na granicy snu i jawy, myślę, jestem pewny, że nigdy nie uda mi się zapisać owej pewności, spokoju i zgody na świat takim jaki jest... Ale myślę też, że dopóki starczy sił i chęci, warto próbować ten ład zwykłego świata pochwytywać, utrwalać i ujawniać pośród powszechnego ferworu.

 

Samobójstwo

Na szczęście ludzie zarówno dojrzali, jak i niedojrzali (a kto z nas jest naprawdę dojrzały?)na ogół nie są zdolni zrozumieć, co się z nimi dzieje; jest to litościwa zapobiegliwość natury, mająca na celu zachowanie przeciętnej ilości zdrowia psychicznego potrzebnego do utrzymania biegu tego świata.

Joseph Conrad

 

Żyję dlatego, że zawsze chciałem popełnić samobójstwo.

Tym razem wziąłem się do tego całkiem poważnie. Wynająłem pokój w hotelu Staromiejskim. Położyłem pół litra luksusowej na łóżku, gdzie leżał też cukiereczek miętowy, prezent od właściciela hotelu.

Zapaliłem mentolowego.

Kiedy popełniam samobójstwo, nie piszę listów pożegnalnych. Kiedyś próbowałem, ale wypadały zawsze ckliwie i nie miały nic wspólnego z prawdą. Pisałem do żony...Kochałem ciebie całe życie. To oczywiście wierutne kłamstwo. Pisałem do córki...Byłaś najważniejsza w moim życiu... Szkoda gadać.

Niegdyś byłem samobójcą, który kłamie w listach pożegnalnych. Dziś nie jestem z tych, którzy się skarżą i kłócą z pozostającymi na świecie.

Kiedy popełniam samobójstwo w hotelu, otwieram szeroko okno po zmierzchu. Miasto cichnie. Chłodne powietrze wdziera się do pokoju. Wypijam pokaźny łyk luksusowej z butelki i wypalam następnego mentolowego. To są chwile kiedy wiem, że to zrobię. Na pewno. I cieszę się, że już niedługo po wszystkim. Pięćdziesiąt lat. Wystarczy.

Kiedyś przeszkadzały mi w przeżywaniu tych pięknych chwil rozważania o tym, co pomyślą i powiedzą moi znajomi po mojej śmierci. Szef postuka się w czoło. Moja ostatnia kochanka, powie... Mógł być ze mną taki szczęśliwy. Pies Murzyn będzie przez pół roku smutny.

Dziś jestem samobójcą prawie doskonałym. Nie myślę już o świecie przy moich zwłokach.

Pochowajcie mnie.

Spalcie.

Wasza sprawa.

Najważniejsze żeby tuż przed śmiercią nie wrzeszczeć już na premiera, nie kłócić się z sąsiadem, nie szeptać z koleżanką z liceum. I czuć tylko, że się oddycha, że na zawsze nic więcej, że ani słowa oprócz tego.

I wtedy następuje moment najtrudniejszy. Na chwilę przed, a właściwie w trakcie, ma się ochotę jednak zawołać o pomoc, otrząsnąć się, uciec. Jeszcze jeden łyk luksusowej. Jeszcze jeden mentolowy.

Następnego dnia po tym jak popełniam samobójstwo, po powrocie do domu, opowiadam żonie, głaszcząc Murzyna, jak mi było w delegacji. I daję żonie miętowego cukierka, pamiątkę z hotelu Staromiejskiego. I wreszcie, zamknąwszy się w łazience, dzwonię do kochanki.

I tak, do następnego samobójstwa.

Krzysztof Derdowski

 

*        *        *

Krzysztof Derdowski zadziwiał i nadal zadziwia wielostronnością swoich dokonań. Ceniony prozaik, poeta, dramaturg, eseista, krytyk literacki, recenzent teatralny, felietonista, dziennikarz, autor reportaży interwencyjnych a ostatnio też krytyk sztuki. Ta wielostronność łączyła się z otwartością na tradycję i współczesność, z poszukiwaniem i odnajdywaniem formy zdolnej udźwignąć skrajne doświadczenia człowieka współczesnego.

We wszystkich dziedzinach pisarstwa zostawiał ślad twórczej osobowości, bogatej, dynamicznej, bo był niezwykły, wyjątkowy. (…)

Krzysztof Derdowski odznaczał się przenikliwym intelektem, żywą wyobraźnią, dogłębną intuicją. Cechowała go rozległa erudycja, którą nieustannie wzbogacał. Swobodnie poruszał się w historii literatury, jak też w literaturze współczesnej czy krytyce literackiej. Chłonął i przyswajał nowe lektury. Od początków twórczej drogi wczytywał się w dzieła poetyckie, filozoficzne, religijne, mistyczne.  

Podejmował z niespożytą energią nowe projekty i z poświęceniem urzeczywistniał je. Lecz jego twórcza aktywność miała swoją drugą dramatyczną stronę. Bywało, że dopadał go i trawił niepokój trudny do opanowania. Za dar twórczości płacił trudną do określenia cenę wewnętrznego rozchwiania i cierpienia.

W swoich książkach K. Derdowski ukazuje z zaskakującą inwencją powikłane losy bohaterów. Nośnymi metaforami lub parabolami dokonuje wglądów w sytuację człowieka w świecie współczesnym i rozpoznaje jego kondycję. (…)

Czy w pisarstwie K. Derdowskiego, na horyzoncie Jego niedokończonej twórczej drogi można dostrzec pewien „punkt zbiegu” różnych porządków: etycznego, estetycznego, metafizycznego, mistycznego? Czym miałby być ten „punkt”? Czy może to być szczególne otwarcie na „straszne piękno” świata?

Krzysztofa Derdowskiego trawiła rozpacz. Ale rozpacz nie przesłaniała mu świata. Była w niej, jak już mówiłem, odwaga.

W wierszu Wyjść naprzeciw, który pochodzi z drugiej książki poety Postaci i cienie (1986), czytamy: „O świecie zupełnie poza wierszem niepoczytalnym”.(…)  W utworze tym po pierwszym wersie: „O prawdziwym przeznaczeniu atomu nie myśleć teraz”, następuje długie wyliczenie rozmaitych sytuacji, wydarzeń, skojarzeń, które wprowadza czytelnika w zakamarki poetyckiego świata Derdowskiego. Utwór kończy wers: „nie myśleć tylko wyjść naprzeciw”.

To była także odwaga wychodzenia poza rozmyślanie. Odwaga zmierzenia się ze światem „niepoczytalnym”, który jest poza wierszem. Wychodzenia naprzeciw w czy ku „niepoczytalności świata”. W tym „wyjściu naprzeciw” był egzystencyjny, z głębi doświadczenia, wybór i egzystencjalna decyzja. Rozumiem to jako decyzję kontynuacji twórczej drogi. Wydaje mi się, że zdobywał się na decyzję rzucenia się w świat, co odbieram jako wyjście naprzeciw trudom i radościom tworzenia. Niezależnie od grozy czy szaleństwa, niezależnie od tego, co może się wydarzyć. W tej odwadze, w tej decyzji, widziałbym otwarcie na twórcze źródło. Na możliwości, których nie można przewidzieć ani wyczerpać. Czy można by nazwać ten punkt, który widziałbym jako twórcze źródło, „strasznym pięknem” świata? W jednej z naszych rozmów Krzysztof nawoływał: „Za pozdrawianie świata. Bo światu się to należy. Jest strasznie piękny”. Sądzę, iż tę straszną piękność świata, która nie wyklucza „sielankowej” obojętności na dramat ludzkiego bycia, na rozpacz, obejmuje pisarz trudną, jakże fascynującą, afirmacją. (…)

Marek Kazimierz Siwiec

 

Aleksandra Sojak-Borodo – instalacje, realizacje konceptualne

Aleksandra Sojak-Borodo, fot. Wojciech Woźniak

Aleksandra Sojak-Borodo, fot. Wojciech Woźniak

 

Aleksandra Sojak-Borodo, fragment ekspozycji, JAK

Aleksandra Sojak-Borodo, fragment ekspozycji, JAK

 

Aleksandra Sojak-Borodo, fragment ekspozycji, JAK

Sophie Prins-Gapiński, Vols du nuit

 

Aleksandra Sojak-Borodo, fragment ekspozycji, JAK

Aleksandra Sojak-Borodo, fragment ekspozycji, JAK

 

Aleksandra Sojak-Borodo, realizacja, Podniebniki

Aleksandra Sojak-Borodo, realizacja, Podniebniki

 

Aleksandra Sojak-Borodo, Sweetart III, Słodycz i zwątpienie

Aleksandra Sojak-Borodo, Sweetart III, Słodycz i zwątpienie

 

Aleksandra Sojak-Borodo, kadr z filmu, Palec boży

Aleksandra Sojak-Borodo, kadr z filmu, Palec boży

 

Aleksandra Sojak-Borodo, realizacja, Bloki Rubinkowo

Aleksandra Sojak-Borodo, realizacja, Bloki Rubinkowo

 

Aleksandra Sojak-Borodo, realizacja, Podniebnik

Aleksandra Sojak-Borodo, realizacja, Podniebnik

 

Aleksandra Sojak-Borodo, realizacja, Mrówkowiec nad Balatonem

Aleksandra Sojak-Borodo, realizacja, Mrówkowiec nad Balatonam

 

Aleksandra Sojak-Borodo, realizacja, Mrówkowiec nad Balatonem

Aleksandra Sojak-Borodo, realizacja, Mrówkowiec nad Balatonem

 

Aleksandra Sojak-Borodo, realizacja, Rubinkowo do składania

Aleksandra Sojak-Borodo, realizacja, Rubinkowo do składania

 

Aleksandra Sojak-Borodo, realizacja, Trudne Niebo - niebaukładanie

Aleksandra Sojak-Borodo, realizacja, Trudne Niebo - niebaukładanie

 

Aleksandra Sojak-Borodo, realizacja, Trudne Niebo - niebaukładanie

Aleksandra Sojak-Borodo, realizacja, Trudne Niebo - niebaukładanie

 

Aleksandra Sojak-Borodo, realizacja, Trudne Niebo - niebaukładanie

Aleksandra Sojak-Borodo, realizacja, Trudne Niebo - niebaukładanie

 

Aleksandra Sojak-Borodo, warsztaty, Zaglądanie w okna

Aleksandra Sojak-Borodo, warsztaty, Zaglądanie w okna

 

Aleksandra Sojak-Borodo, ekspozycja Punkty. Wobec rysunku

Aleksandra Sojak-Borodo, ekspozycja Punkty. Wobec rysunku

 

Aleksandra Sojak-Borodo, ekspozycja Punkty. Wobec rysunku

Aleksandra Sojak-Borodo, ekspozycja Punkty. Wobec rysunku

 

Aleksandra Sojak-Borodo, ekspozycja Punkty. Wobec rysunku

Aleksandra Sojak-Borodo, ekspozycja Punkty. Wobec rysunku

 

Aleksandra Sojak-Borodo, model Kosmos do składania

Aleksandra Sojak-Borodo, model Kosmos do składania

 

Aleksandra Sojak-Borodo, pocztówka z cyklu Pozdrowienia z Rubinkowa

Aleksandra Sojak-Borodo, pocztówka z cyklu Pozdrowienia z Rubinkowa