Czwartek, 23 kwietnia 2015, godz. 18 - wieczór poetycki z ks. Janem Sochoniem pt. „Obrót koła”. Prowadzenie spotkania - Grzegorz Musiał, czytanie wierszy - Mieczysław Franaszek

ks. Jan Sochon
ks. Jan Sochon
 

ks. Jan Sochoń – ur. 1953 r. w Wasilkowie, na Podlasiu; profesor filozofii, poeta, krytyk literacki i eseista; biograf i wydawca pism błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki. Kieruje Katedrą Filozofii Kultury na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, wykłada także w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Stale współpracuje z redakcjami różnych czasopism i Polskim Radiem. Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, P.E.N. – Clubu, Polskiego Towarzystwa Tomasza z Akwinu a także innych gremiów naukowych. Jego utwory przetłumaczono na język angielski, francuski, niemiecki, włoski, rosyjski, czeski, serbski, chorwacki, ukraiński; zostały nadto zamieszczone w kilku zagranicznych antologiach. Fascynuje się sztuką romańską, fotografowaniem i muzyką jazzową. Opublikował wiele książek filozoficznych, prac edytorskich oraz tekstów literackich i haseł encyklopedycznych, m.in.: Poszukiwanie literatury (Warszawa 2012); Religia w projekcie postmodernistycznym (Lublin 2012); Nieme współcierpienie. Solilokwia pasyjne (Poznań 2013); Jak żyć chrześcijaństwem? (Warszawa 2014); tomy wierszy Wizerunek (Gdańsk 2013) i Obrót koła (Pelplin 2014). Mieszka w Warszawie. Strona internetowa www.xsochon.pl

* * *

Urokiem tej poezji jest wstydliwość i dyskrecja, jakże ważna i jakże odświeżająca. Nie łudźmy się, język religijny został także nadużyty, głównie przez brak powściągliwości i pokory. Ludzie religijnego establishmentu, pewni siebie posiadacze Boga, zapewniają Go gromko o swej niezłomności: choćby się wszyscy zaparli, ja się nie wyprę. Tymczasem ten poeta mówi Bogu:

chcę być z Tobą

uciekam od Ciebie

To też przypomina świętego Piotra, tylko wtedy, gdy mówił: „wierzę Panie, zaradź niedowiarstwu memu”. Ta poezja nie próbuje przemawiać w imieniu Boga, lecz cały czas się do Niego zwraca, mówiąc Mu wszystko: o sobie, o autorze i o jego ojczyźnie. Nie jest to poezja pojęć ani absolutu, lecz poezja absolutnie wcielona, a język miłości, który co chwila dochodzi w niej do głosu, nie służy wyłącznie, jak u mistyków, do mówienia o sprawach duszy: „niech i ciało zajaśnieje powagą”, powagą najwspanialszego z widzialnych dzieł Bożych. Miarą jakości poezji jest zawsze obecność miłości. Jej doświadczenie przenika wiersze Sochonia, a jest to doświadczenie i w tym znaczeniu, w jakim mówimy, że Bóg kogoś doświadczył.

ks. Janusz St. Pasierb

* * *

Poezja Jana Sochonia jest intelektualna jest intelektualna – przez filtr umysł chłonie wszystkimi zmysłami materię świata. Autor dzieli się z nami refleksją o rzeczywistości, w której wszystko we wszystkim się przegląda, która przesłonięta tajemnicami, domaga się miłosnego z nią dialogu, aby jej światło zabłysło w ciemnościach. Zewsząd dochodzą głosy, w które poeta wsłuchuje się, ale niejednorodna jest ich melodia. Cielesność bądź współbrzmi z duchowością albo ją pogrąża w niebycie, płomienna radość istnienia nagle gaśnie bólem i cierpieniem, pamięć żywo zachowuje urodę chwili, to znów zapada się w ich przelotności. Jesteśmy w świecie zadomowieni i jednocześnie obcy; pewni swego człowieczeństwa i jego powinności, to znów nieporadni, skuleni w strachu, otwarci na tajemnice, w których wyłania się prawda, i zarazem ślepi, zaplątani w zasłonach, przez które trzeba się przedzierać. Wewnątrz skłóconego z sobą świata, obejmującego i nas samych, płonie wszelako boskość, której epifanią jest miłość. Jan Sochoń tłumaczy sens umiłowania – daru w Bogu zakorzenionego, które wszystko rozświetla. Jest ono tyleż samo proste, co trudne. Boskość bowiem jest tak samo dana, jak i zadana, wszechobecna, jak i nieobecna. Wezwany przez Boga poeta rozmawia z Nim wprost tylko w chwilach szczególnych, bliskich iluminacji, ale to święto jest krótkie i szukać go trzeba od nowa nieustannie.

Stefan Morawski

***

Dzisiaj trudno [ks. Jana Sochonia] złączyć z jakimkolwiek nurtem czy formacją literacką. Ma własny, rozpoznawalny ton liryczny i bardzo indywidualną poetykę. Ma też własny, skomplikowany – choć nie hermetyczny – świat poetycki. I trwały temat: niejednoznaczny, obrosły kulturową tradycją i nasycony wieloma emocjami. Ks. Jan Sochoń pisze o miłości. (…) Wiersze ks. Sochonia wydają się na mapie liryki kapłańskiej zjawiskiem niepospolitym i zastanawiającym. (…) Obok pochwały Boga jest tu pochwała materii. Obok wyznania wiary – wyznanie ludzkiej miłości. Obok tęsknoty do niebiańskiej światłości – żarliwe przywiązanie do bytu ziemskiego.(…) Dwa wymiary sztuki: etyczny i estetyczny, w twórczości autora „Ognia dobrej śmierci” istnieją bezkolizyjnie. Wiersz, emitujący przeżycie metafizyczne, nie przestaje być mową poetycką. Konwencje gatunkowe erotyku, dziennika intymnego i mikrotraktatu filozoficznego splatają się tu w jedną formę lirycznego zapisu-opisu bytowania człowieka w świecie ani nadmiernie groźnym, ani nadmiernie sielankowym. To trudny świat, nietrwały, każdego dnia inny – lecz przecież wart hymnicznej pochwały.

Anna Legeżyńska

***

Jan Sochoń wie, że warto czekać na wiersz, wypełnić tym oczekiwaniem długie godziny. Chce, by drogi, po jakich się porusza, nie prowadziły w nieznanym kierunku, a krajobrazy, jakie ogląda nabierały wyrazistości. Nie umie przechodzić obojętnie obok „drgającej gałęzi”, kiści bzu, cienia odbijającego się na ścianie czy twarzy wyłaniającej się z mroku. Pamięta „pierwszy gest odtrącenia”, anioły z nieodległego cmentarza, wiatr, który zawiał pośród drzew i trwożliwą czeluść nocy. Wciąż powraca do jasności, jaka go kiedyś poraziła, rodzinnego domu, Świętej Wody i chmur na wasilkowskim horyzoncie.

Marek Wittbrot

***

Jan Sochoń zna wartość ludzkiego „tu i teraz”. W swoim nieustępliwym śledzeniu różnorakich odmian miłości jest z pewnością mistrzem. Miłość zmysłowa, synowska, braterska i ta najwyższa z odmian miłości – miłość Boga – utrzymują się wciąż w jego wierszach na poetyckim piedestale. Sposób, w jaki ten poeta wyraża własne metafizyczne niepokoje i nadzieje, znacząco go wyróżnia spośród piszących kapłanów i niekapłanów.

Adriana Szymańska

***

Poezja księdza Jana Sochonia to przykład liryki silnie osadzonej w tradycji literatury polskiej i światowej. Sochoń pisze prosto i jasno, jego wiersze są klarowne i czyste. To poezja kogoś pogodzonego z Bogiem, z naturą, ze światem. Po śmierci Jana Twardowskiego to właśnie ksiądz Jan Sochoń wydaje się pierwszym w zakonie polskich księży poetów.

Janusz Drzewucki

***

Prostota, brak efekciarstwa, komunikatywność – to podstawowe wyróżniki wierszy ks. Sochonia. Choć poeta porusza się w kręgu problematyki religijnej, jest daleki od potocznych wyobrażeń o ortodoksji. Większość wierszy to świadectwo osobistej, zażyłej relacji z Bogiem i zadziwienia stworzonym przez Niego światem. W tomie znajdujemy też przejmujące wiersze o matce i ojcu czy wiersze poświęcone innym poetom (np. Czesławowi Miłoszowi). Poezja Sochonia nie cofa się przed zwątpieniem, rewaloryzuje też cielesność, co owocuje mistycznymi erotykami.

Juliusz Kurkiewicz

***

W poezji księdza Jana Sochonia odnajduję uciszoną mądrość, która nie musi się podpierać emocjonalnym wykrzyknikiem, żeby zaistnieć artystycznie, przechodzić w „pełne widzenie” poety i doświadczonego człowieka. Ma ona w sobie rozumny spokój (lub do niego zmierza), nie wyłączając utworów, które „dzieją się” na krawędzi, nad życiową przepaścią. Ludzo-boska naturalność tych wierszy, ich styk z mistyczną Całością, która prawie jednoczy życie ze śmiercią, wygasza wszelką doraźną „dookolność”, a może nawet jej nie rozpoznaje. Chciałoby się powiedzieć, że człowiek-artysta przenikliwie wykorzystał jednoczącą „szansę” cierpienia i przemijania, wszedł do głębokiej i bezbrzeżnej rzeki. Teraz, jeśli zdarzy mu się wyraźniejszy gest udręczenia, to już jakby z samego dna, oświetlonego jednak zawsze rozległą, nieodpartą nadzieją.

Zbigniew Jankowski

 

Sandały i pierścień

 

Mógłbyś mnie, Boże, zniszczyć,

jak mieszkańców Sodomy i Gomory;

mógłbyś spalić za moje grzechy,

wypominać niewierność, zapatrzenie

w rozkosz; mógłbyś zesłać brak snu,

chorobę i drwiny; mógłbyś zapomnieć

o mnie, jak zapomina się o zadrapaniach

na skórze; mógłbyś mnie wyśmiać

na publicznym placu.

 

Nie wiem, co zrobisz; nie wiem, czy jesteś

cierpliwy; wiem, że niczym się nie zniechęcasz,

nie gniewasz się ani nie ironizujesz; patrzysz

na mnie, bez zdziwienia, bez smutku,

po prostu czekasz, trzymając w dłoniach

 

sandały i pierścień.

 

Ks. Jan Sochoń