Czwartek, 28 stycznia 2016, godz. 18 - „Lampa” – spotkanie autorskie z Bartłomiejem Siwcem połączone z promocją książki pt. „Wszyscy byli umoczeni”. Czytanie fragmentów prozy Mieczysław Franaszek.

Bartłomiej Siwiec, fot. Jacek Soliński
Bartłomiej Siwiec, fot. Jacek Soliński
 

Bartłomiej Siwiec urodził się w 1975 r. w Bydgoszczy. Zadebiutował w 2010 r. powieścią „Zbrodnia, miłość, przeznaczenie”. Książka, napisana z pasją historia niemieckiego zbrodniarza, karierowicza i koniunkturalisty, Karla Heinza, doczekała się kilku ciepłych recenzji. W następnych latach autor pisał głównie opowiadania i dramaty. Jeden z nich – „64 pozycje z życia szachisty” – został wyróżniony przez jury konkursu „Komediopisanie” zorganizowanego przez Teatr Powszechny w Łodzi w 2012 r., a dwa inne „Skóry” i „Wyszła z domu” znalazły się w półfinale Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej w 2013 i 2014 r. W życiu kulturalnym miasta, Siwiec obecny jest dzięki Bydgoskiemu Informatorowi Kulturalnemu, gdzie pisuje felietony. W 2014 r. autor otrzymał stypendium Prezydenta Miasta Bydgoszczy na wydanie swojej drugiej powieści p.t. „Autodestrukcja”, która ukazała się w maju, natomiast we wrześniu krótkie opowiadanie „Wpuszczony w maliny” zostało wyróżnione przez jury ogólnopolskiego konkursu pamięci Jana Himilsbacha organizowanego corocznie w Mińsku Mazowieckim. Wiosną 2015 r. ukazała się jego trzecia książka – tym razem zbiór opowiadań i miniatur – „Wszyscy byli umoczeni”. Autor jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział w Bydgoszczy.

* * *

Bartłomiej Siwiec, mimo młodego wieku, może poszczycić się dużym dorobkiem literackim, na który składają się: powieści, opowiadania, miniatury, szkice literackie i felietony.

Twórczość Bartłomieja Siwca zasadniczo rozgrywa się w świecie post mortem Dei, czyli w czasach po „śmierci Boga”. Literacka rzeczywistość wykreowana przez Siwca naznaczona jest jakąś „postsztuką”, w której już wszystko było. Nie zmienia to jednak faktu, że Siwiec uwrażliwiony jest na rzeczywistość społeczno-polityczną. W powieści „Zbrodnia, miłość, przeznaczenie” (2010) jest krytykiem wszelkich totalitaryzmów politycznych, tzn. komunizmu, nazizmu i faszyzmu. W innej powieści Siwca, pt. „Autodestrukcja” (2014) główny bohater, jakby naznaczony egzystencjalizmem A. Camusa i J. P. Sartre’a, niszczy swoje życie alkoholem i niemożnością miłości do drugiej osoby.

Bogaty i ciekawy literacki dorobek Bartłomieja Siwca, wskazuje na to, iż ten nietuzinkowy autor, zaskoczy nas w przyszłości nie jedną wybitną powieścią.

Grzegorz J. Grzmot-Bilski

 

Gruczoł liryczny Bartłomieja Siwca

Głównym polem działalności artystycznej Bartłomieja Siwca jest proza. W 2010 roku opublikował powieść pt. „Zbrodnia, miłość, przeznaczenie”, która traktuje o powikłanych ludzkich losach podczas drugiej wojny światowej. W roku 2014 ukazała się kolejna powieść bydgoszczanina pt. „Autodestrukcja”. Tym razem była to historia współczesna, osadzona w realiach Bydgoszczy. Najnowszą jak dotąd propozycją prozatorską Bartłomieja Siwca jest zbiór opowiadań pt. „Wszyscy byli umoczeni”, wydany w 2015 roku. Bartłomiej Siwiec pisze również sztuki teatralne oraz felietony na temat historii Bydgoszczy.

Wszystko to pokazuje, że mamy do czynienia z autorem wszechstronnym i „wszystkożernym”, jeśli chodzi o formę, jak i tematykę wypowiedzi. Wydaje się, że po debiutanckiej podróży w przeszłość, pisarskim żywiołem Siwca stała się współczesność. Pisarz sprawnie operuje językiem i narracją, widać, że dobrze czuje się w roli opowiadacza. Jego bohaterowie to ludzie zwyczajni, by nie powiedzieć banalni. Na ogół prowadzą życie sformatowane wedle schematu „praca-dom-rodzina”, a każde wypadnięcie z tych kolein kończy się dla nich źle. Fatalizm ich położenia polega na tym, że chociaż nieźle umoszczeni w rzeczywistości, tęsknią za czymś innym. Snują erotyczne fantazje o sąsiadkach, w myślach zabijają swoich szefów, po czym upijają się na smutno i wracają do swoich poszarzałych żon.

Siłą prozy Siwca jest umiejętność opisywania codzienności. Autor tka strukturę swoich opowieści z licznych detali, także językowych, budując świat realistycznie wiarygodny, ale też czasem groteskowo przerysowany, niepokojący. Bydgoszczanin równoważy jednak ciemną tonację solidną dawką humoru, często czarnego, nawiasem mówiąc. Ma ucho i oko wyczulone na lęki współczesnego człowieka, potrafi pisać o nich w sposób daleki od publicystyki czy moralistyki. Pobrzmiewają w tej prozie echa twórczości Marka Nowakowskiego, o czym świadczy zamiłowanie do szczegółu, operowanie krótkimi zdaniami i dobrze rozwinięty „gruczoł liryczny”.

Na scenie literackiej pojawił się pisarz autentycznie ciekawy. W obu tego słowa znaczeniach – ciekawy świata, ale i potrafiący zaciekawić swoim świata widzeniem.

Jarosław Jakubowski

 

* * *

Gdy tylko wstanę, wypiję sobie kielicha i popatrzę na nią z dystansu, to wtedy drogi Joachimie widzę, że ona nie jest wcale taka groźna. Jest taka trochę jak ja: okrąglutka, pulchniutka, głaciutka. Jest całkiem grzeczna, oszczędna i właściwie to nie jej wina, że ktoś ją źle zamocował. Gdy patrzę na nią z dystansu, to widzę ją zupełnie inaczej, widzę, że rzecz ma się inaczej, istota lampy tkwi głębiej, istota lampy jest czymś ważniejszym niż lampą samą w sobie. Najbardziej podoba mi się, gdy jest wyłączona. Cichutka, spokojniutka, jest taka, jaką lubię. Właściwie to jest posłuszna! Uśmiechnąłem się nawet do niej. Ona jest posłuszna i grzeczna. Źle ją oceniłem i teraz chyba nawet ona uśmiechnęła się do mnie. W jej uśmiechu, drogi Joachimie, dostrzegłem dużo ciepła. Nie był to zatem uśmiech pełen ironii, nie, to był uśmiech dobroduszny, jakim obdarzają się na ulicy prości ludzie. Myślę, drogi Joachimie, że ma ona w sobie coś z dawnej świetności miejskich lampionów, jest porażająco prosta, a przez to właśnie piękna. Ta prostota mnie podnieca, chyba nawet (niech to zostanie utajnione w najciemniejszym zakamarku mej duszy) zakochałem się w niej. W końcu pomiędzy mną a żoną już od dawna nie iskrzy, a ona zwykła lampa potrafiła mnie rozgrzać… Położyłem się grzecznie. Pierwszy raz od dłuższego czasu śmiałem się i ona też się śmiała, a potem pełen dobrej energii wysłałem jej sygnał: żona już dla mnie nie istnieje! I wtedy to się stało, w najmniej spodziewanym momencie wtedy, gdy już się rozluźniłem, ona, zwyczajna lampa, strzeliła mnie w pysk.

Bartłomiej Siwiec, Lampa (fragment)