czwartek, 28 lutego 2019 - spotkanie autorskie z Bartłomiejem Siwcem pt. „16 schodów” i promocja książki. Wprowadzenie – Hanna Strychalska. Czytanie tekstów – Roma Warmus i Mieczysław Franaszek.

 

Bartłomiej Siwiec, fot. Jacek Soliński
Bartłomiej Siwiec, fot. Jacek Soliński

Bartłomiej Siwiec (ur. w 1975 r. w Bydgoszczy) - prozaik, poeta, dramatopisarz. Ukończył politologię ze specjalizacją dziennikarską na WSP w Bydgoszczy i studia podyplomowe z zakresu archiwistyki na UMK w Toruniu. Autor czterech powieści Zbrodnia, miłość, przeznaczenie, Autodestrukcja, Przypadek Pana Paradoksa, 16 schodów, zbioru opowiadań Wszyscy byli umoczeni, dwóch zbiorów wierszy Instrukcja zabicia ptaka, Matka i róża i kilku dramatów 64 pozycje z życia szachisty, Wyszła z domu, Skóry, Anyżek. Jego dramaty były nagradzane i wyróżniane przez Dom Literatury w Łodzi, Teatr Powszechny w Łodzi i jury XII Ogólnopolskiego Konkursu im. Stanisława Grochowiaka w Lesznie. Jego książki były też trzykrotnie nominowane w konkursie na najlepszą Bydgoską Książkę Roku Strzała Łuczniczki. Od 2013 r. felietonista Bydgoskiego Informatora Kulturalnego. Bartłomiej Siwiec jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. 

*     *     *

Spośród tych tysięcy popołudni i wieczorów, które się zlewają, two­rząc jedną, przeraźliwie długą, podziurawioną niczym szwajcarski ser hi­storię, które pewnie można by jakoś uporządkować, miesiące oznaczyć beczkami, a lata cysternami, wyróżniają się te spędzone z Ferdynandem, które można by połączyć w nowe ciągi beczek i cystern. Pamiętam jednak jeden tajemniczy wieczór, krótko po śmierci mego druha, gdy głęboko odczułem, że życie jest bez sensu. Stary Rynek pustoszał, siedziałem sa­motnie, dopijałem ostatnie piwo. Na dworze wciąż było ciepło. Zdarzało mi się, że czasami zamawiałem piwo z sokiem malinowym, pamiętając dawne zwyczaje mojej matki, która czasem, dla poprawienia humoru, sięgała po cukier. Na chwilę odszedłem do toalety i gdy wróciłem, zoba­czyłem osę tańcującą na słomce. Wpadała do napoju, za chwilę się wy­dobywała, znów wpadała i tak dalej. Nie przerywałem jej. Nie rzuciłem koła ratunkowego, ale też nie pomogłem jej utonąć. Czekałam na finał. Była uparta, niezwykle waleczna, w słodkiej pułapce. W końcu jednak wydostała się na zewnątrz i po słomce pięła się ku górze. Potem spacero­wała wycieńczona po krawędzi szkła.

Bartłomiej Siwiec, fragment książki „16 schodów"