Czwartek, 25.04.2019, godz. 18.00 – otwarcie wystawy obrazów i grafik Jana Kaji i Jacka Solińskiego pt. „Wybór w cieniu”.

O malarstwie Jana Kaji

Jan Kaja, Przeczuwanie, olej, płótno, 93x118cm, 1991

Jan Kaja, Przeczuwanie, olej, płótno, 93x118cm, 1991

(…) Kaja nie jest buntownikiem, destruktorem tradycyjnych kanonów estetycznych; w jego twórczej naturze nie odnajdziemy ponowoczesnych wezwań do tego, żeby obwieścić, iż tzw. sztuka obecności, czyli odnosząca się do realnej rzeczywistości umiera, a sztuka odrodzenia (l’art de différer) rozwija się.

Malarstwo zanurzone w tradycji, jego zdaniem, wcale nie kona, lecz przetwarza się w ożywcze konfiguracje estetyczne, nadal stanowiąc ważny punkt odniesienia, bo przecież obecność wciąż pozostaje obecna. Ostatecznie to ona stanowi punkt wyjścia doświadczenia malarskiego, w konsekwencji którego artysta jest w stanie namalować obraz. Impulsy twórcze nie pojawiają się tylko w wyniku kreacyjnego nacisku wyobraźni czy sile tworzywa malarskiego (choć mają one pewne znaczenie), ale głównie dzięki zmysłowemu kontaktowi z dookolnym światem, także tym wewnętrznym. Człowiek jest psychofizyczną jednością. Stykając się z powierzchnią rzeczywistości potrafi wznosić się ponad nią, chociaż jego duchowe ekspresje nie mogą ujawniać się bez pośrednictwa tego, co dosiężne za pomocą zmysłów. Dlatego malarstwo nie istnieje bez więzi z faktycznością, z cielesnością. (…) Nic więc dziwnego, że Kaja wpisuje samego siebie w poczet artystów zafascynowanych człowiekiem, tworzących sztukę homocentryczną. A w człowieku najbardziej widowiskowe i dramatyczne jest ciało, poprzez które uobecniają się wszelkie egzystencjalne drgania ducha, niezgłębiona ludzka esencja. Kaja wypełnia nim niemal całą przestrzeń swoich płócien. W cyklu Większa część dnia (z lat 1997-2000) przedstawia nagich mężczyzn i nagie kobiety, zawsze jednakowoż oddzielnie, chcąc zapewne podkreślić ich biologiczną oraz psychiczną indywidualność, jak również i to, że człowieka będącego obrazem Boga w widzialnej rzeczywistości jesteśmy w stanie zidentyfikować tylko w postaci męskiej i kobiecej.

(…) Jego realizm pozostaje realizmem uwznioślonym, realizmem poetyckiego niedopowiedzenia. Nie chce on bowiem zatrzymywać się tylko na powierzchni kolorów, linii, kształtów. Pragnie wyjawiać własne doświadczenie więzi z Bogiem, by – już artystycznie przetworzone – mogło pobudzać i ożywiać kontemplatywne postawy u innych ludzi, aktywizować ich duchowe praktyki. Jest przekonany, że malarstwo tylko wtedy wywołuje religijnie uniesienia, kiedy ma u swych źródeł określone przeżycie powiązane z wiarą, a oddziałuje tym powszechniej i intensywniej, im jest doskonalsze artystycznie.

(…) Naturalnie, Kaja rozumie, że warunkami koniecznymi i wystarczającymi, by określony przedmiot stanowił dzieło sztuki są wartości estetyczne; niemniej jednak akcentuje jeszcze wyższy wymiar dzieła, ten mianowicie, który odsyła twórcę i odbiorcę w sfery wartości zasadniczych, zwłaszcza moralnych oraz religijnych. Z tej racji jego malarstwo – mimo łatwej do rozpoznania tematyki – nie przedstawia jednoznacznych treści, odsłania natomiast różne warianty ludzkiej rzeczywistości, jej złożoną prawdę. Odsłania jednakowoż tylko temu, kto już sam poszukuje. (…)

s. Jan Sochoń

Poeta linorytu

Jacek Soliński, Wśniony w ziemię, linoryt, 1995

Jacek Soliński, Wśniony w ziemię, linoryt, 1995

(…) Jacek Soliński jest świadom sytuacji, w jakiej przyszło mu tworzyć. Nie obraża się, przypuszczam, na to wszystko, z czym mamy do czynienia w ponowoczesnej kulturze, choć nie jest jej bezkrytycznym admiratorem. Podąża ewidentnie wbrew postmodernistycznym tendencjom, opowiadając się za ukształtowanymi w tradycji wzorcami artystycznej aktywności. Wybiera wyrafinowany czarno-biały, niebywale szlachetny ton linorytu, aby dzięki jego gatunkowej specyficzności osiągać swe artystyczne zamysły. Ma do dyspozycji, wydawałoby się, dosyć skromne możliwości, mianowicie płaszczyznę zadrukowaną – czarną lub pustą – białą. Bardziej wyraziste kolory, szerzej: technikę mieszaną stosuje rzadko, zdając się najczęściej na grę światła i cienia, szarości i bieli. Ten formalny rygor przynosi jednak zachwycające owoce, nie pozwala przy tym na jakikolwiek fałszywy ruch dłuta; wymaga pewności, przemyślanej wizji, konkretu. (…)

Topos drogi, wędrowania, przestrzeni wyznacza antropologiczne ramy, w jakich działa wyobraźnia Solińskiego. Najczęściej ów archetyp wyraża on pod postacią łodzi, łódki czy innego typu poruszającej się deski. Droga jest bowiem modelem życia. Żeby cokolwiek zrozumieć z egzystencjalnego doświadczenia, jakim z dnia na dzień obarcza się człowiek, trzeba po prostu wyruszyć w drogę, podjąć poznawczy i moralny wysiłek. To ważne, ponieważ droga (gr. hodos) oznacza także „sposób”, „metodę”, „system”. Może odbywać się w wymiarze fizycznym, albo duchowym, wewnętrznym. Już w samym myśleniu dostrzegamy ruch między „tu” i „tam”, między skończonością a nieskończonością, między marzeniem a jego realizacją, rozumem a zmysłami. Samo wędrowanie (tudzież wędrowanie myśli i w myśli) pociąga za sobą możliwość dostąpienia prawdy, wolnej od treści doraźnych i przemijających. Bezruch to przecież nieprzejednany wróg ludzkiej duszy. Bezczynność zabija, odbiera radość istnienia, wprawia w stany depresyjne, będące skutkiem oddziaływania „demona pory południowej”, według określenia popularnego w epoce Ojców Pustyni. (…)

ks. Jan Sochoń