Czwartek, 24.10.2019, godz. 18.00 – otwarcie wystawy linorytów Jacka Solińskiego pt. „Prognoza pamięci” oraz retrospektywny pokaz prac z lat 1986–2019. Czytanie tekstu wprowadzającego – Roma Warmus.

Zapalona zapałka

Linoryt z upływem lat stał się dla mnie czymś więcej niż tylko techniką graficzną. Dlaczego tak jest? Chyba dlatego, że kiedy opisuję swoją powszedniość, właśnie dzięki niemu uczę się dyscypliny i syntezy. Żmudność wykonywanej pracy wymaga czasu i cierpliwości. Czynnościom tym towarzyszą rodzące się rozmaite refleksje, ot takie poetyckie filozofowanie przy pracy. Odczucia związane z „linorytniczą podróżą” bywają inspirujące, bo otwierają różne perspektywy widzenia tego samego zajęcia. Wygląda to tak, jakbym patrzył na świat przez wiele okien jednego domu.

Wycinane rylcem struktury przypominają czasem naskalny osad – znak trwania i przemijania. Bliskie jest mi to skojarzenie, ponieważ wskazuje na proces nieustannego stawania się świata. Ślady przeobrażającej się rzeczywistości zyskują sens, gdy ktoś je zauważy i „odczyta”. Wyłaniający się z nich rysunek coś znaczy w chwili, kiedy zaczyna życie w wyobraźni. Świadomość „budzi” obraz, jakby ze snu, może tak samo, jak duch ożywia materię. Może w naszych myślach martwa materia ma swoje tętno. Osobista refleksja zawarta w ascetycznej formie czarno-białego linorytu przeobraża się w odrębny byt, który ma rdzeń przemyśleń, krwiobieg i unerwienie. Zapisując rylcem swoją codzienność wierzę w jej ukryty sens, który ma duchowy rodowód, stąd moja ufność, że idąc tym tropem dotknę horyzontu. Ustawicznie szukam przejścia miedzy tym, co oczywiste i tym , co nieodgadnione, tak jakbym chciał znaleźć w powszedniości uniwersum – „schody łączące”.

By wejść do Galerii Autorskiej trzeba przejść w dół, przez wąskie schody. „Trzeba przejść” brzmi trochę jak przymus, więc zastąpmy to słowami „można przejść”, przecież zależy to wyłącznie od nastawienia i dobrej woli. Przejście przez wąskie schody, strome i trochę niebezpieczne, stało się tu symbolicznym aktem wiodącym ku spotkaniu. Z uwagi na szerokość stopni prowadzących do wnętrza naszej piwnicy, schodzenie wymaga skupionej uwagi. Dzięki tym niekomfortowym warunkom ”wąskie schody”, stanowią ważny etap tego doświadczenia. Począwszy od zwykłego zaciekawienia, w którym intuicja sygnalizuje prawdopodobieństwo czegoś nieprzewidzianego, aż do przekroczenia progu. ”Droga” sama w sobie może być spełnionym celem, a przejście po wąskich stopniach staje się synonimem dążenia do czegoś istotnego. Skupienie uwagi przy stawianiu stóp na stopniach schodów nadaje temu zdarzeniu szczególne znaczenie. Pobudzona świadomość działa, jak promień światła, wnikając w miejsce nieznane.

Podobną podróż odbywam pracując nad linorytem. Schodzę po równie stromych stopniach pamięci w głąb siebie, by dokonać inwentaryzacji. W tym odosobnieniu, do którego nikogo nie da się zaprosić, trwam w absolutnej izolacji. Samotność ma tu inny wymiar – nie można się jej przeciwstawiać, trzeba ją oswoić. Kiedy rozpoczyna się mozolny trud linorytniczy, mam przed sobą swój ląd – „pogrążony nocą” prostokąt linoleum. Początek ten zawsze wygląda tak samo – tak, jakbym w ciemności próbował zapaloną zapałką narysować nadchodzący świt.

Jacek Soliński

Jacek Soliński, Iluzja interpunkcji, linoryt

Jacek Soliński, Iluzja interpunkcji, linoryt

Jacek Soliński, Przystań, linoryt

Jacek Soliński, Przystań, linoryt