Wtorek, 8 marca 2016, godz. 18 - otwarcie wystawy fotografii Krzysztofa Szymoniaka pt. „Galernicy 2015. Portrety podwójne” oraz spotkanie poetyckie. Wiersze z tomu „martwa natura z człowiekiem” przeczyta autor.

Krzysztof Szymoniak, Autoportret
Krzysztof Szymoniak, Autoportret
 

Krzysztof Szymoniak ur. w 1953 roku w Kępnie. Od roku 1969 mieszka w Gnieźnie. Od połowy lat 80. zawodowo związany z Poznaniem. Był ostatnim sekretarzem redakcji poznańskiego miesięcznika społeczno-kulturalnego „Nurt” (1986-1989) oraz założycielem i pierwszym redaktorem naczelnym ogólnopolskiego dwutygodnika literackiego „Nowy Nurt” (1994-1995). Laureat poznańskiego Medalu Młodej Sztuki z roku 1988 za reportaże literackie. Absolwent filologii polskiej UAM. Poeta, prozaik, fotograf, dziennikarz, redaktor książek poetyckich, krytyk literacki. Od roku 2000 – wykładowca akademicki. W Instytucie Językoznawstwa UAM uczy dziennikarstwa, twórczego pisania, wiedzy o mediach i wiedzy o fotografii. Należy do bydgoskiego Oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich (SPP). Od 35 lat związany z Galerią Autorską Jana Kaji i Jacka Solińskiego, gdzie ukazały się trzy zbiory jego wierszy: Wszędzie, skąd wracałem (2006), 29 prac Szymona Słupnika (2007), Światłoczułość (2009).

W roku 2009 podjął współpracę z WBPiCAK w Poznaniu jako autor serii wydawniczej pn. Fotografowie Wielkopolski. Link do strony z wersją elektroniczną 25 tomów tej serii – poniżej. W roku 2012 ukazał się pierwszy tom jego esejów pt. Fotografioły. Okołofotograficzne ćwiczenia umysłowe. Tom drugi – Fotografioły 2 – ukazał się wiosną 2013 roku. Tom trzeci – Fotografioły 3. O czym jest fotografia? – ukazał się latem 2015 roku. Link do strony z wersją elektroniczną tych książek – poniżej. Jego fotografie od kilku lat trafiają na okładki książek poetyckich ukazujących się w ramach Biblioteki TOPOS-u. Autor kilku indywidualnych wystaw fotograficznych (Kępno, Wągrowiec, Gniezno, Bydgoszcz, Kalisz, Sopot) oraz uczestnik kilku wystaw zbiorowych.

Galernicy 2015
Portrety podwójne

Od ponad 35 lat przyjaźnię się z Jankiem Kają i Jackiem Solińskim, od ponad 35 lat, w miarę swych skromnych możliwości, współuczestniczę w życiu artystycznym i koleżeńskim Galerii Autorskiej dojeżdżając na kolejne spotkania z Gniezna. Od kilku sezonów – kiedy to przeniosłem swą aktywność z pola literatury na pole fotografii – zastanawiałem się, jak w niebanalny sposób sfotografować uczestników życia galeryjnego. Zadanie to, nawet teoretycznie, do łatwych nie należało, ponieważ przede mną, od początku istnienia Galerii Autorskiej, nieustannie ktoś fotografował przebieg wszystkich niemal spotkań i wernisaży. Wśród osób patrzących przez te 35 lat na Galerników okiem swojego aparatu byli znani bydgoscy fotografowie i fotoreporterzy, ale także Jan Kaja, Jacek Soliński oraz ich dorośli już synowie, którzy doskonale wiedzą, jak posłużyć się analogową lub cyfrową kamerą fotograficzną.

Myśl zawarta w pytaniu: Jak? – nie dawała mi jednak spokoju. Chciałem coś zrobić w tej materii dla G.A., której świat był przecież i moim światem od ponad trzech dekad. Zastanawiałem się więc, jak sfotografować wielu ludzi w różnym wieku poza atelier, bez świateł wspomagających, bez ekranu, blendy i Photoshopa? Jak skłonić tych ludzi, aby stanęli przede mną w najbardziej naturalnej pozie, w ascetycznej scenerii szarej ściany i zastanego światła rozproszonego. Bo że tak właśnie chcę zrealizować swój projekt, wiedziałem od początku. Najpierw, zamierzając złamać tradycyjne rozumienie portretu, doszedłem do wniosku, że Galerników z ulicy Chocimskiej 5 warto fotografować w parach – malarz z poetą, poeta z poetą, malarz z malarzem, filozof z fotografem, mąż z żoną, matka z córką, kolega z kolegą, pani z panem, artysta z widzem, a nawet ktoś z kimś, gdy osoby fotografowane w danej parze nie znają się i nie mają z sobą nic wspólnego poza tym, że należą do środowiska Galerii Autorskiej Jana Kaji i Jacka Solińskiego. W ten sposób zrodziła się idea portretu podwójnego, który zestawia, a raczej zderza twarze i popiersia, niekiedy ad hoc, bez możliwości przyjrzenia się sobie w lustrze i sprawdzenia, jak wyglądam w danej chwili sam oraz z tą drugą osobą. Powstały dzięki temu prace, na których próbowałem dotrzeć do prostej prawdy o swoich modelach, a prawda ta zamyka się w słowach: tak właśnie wyglądam, tak wyglądamy niezależnie od własnych na ten temat wyobrażeń, tacy jesteśmy tu i teraz, w dniu, w miejscu, w chwili zatrzymanej spustem migawki.

Poszukiwanie odpowiedniego tła dla portretowanych par zajęło mi kilkadziesiąt minut. Najlepsza, bo szczera (jeśli chodzi o prawdę historyczną) i nie przekombinowana (w wymiarze estetycznym), ale także biorąc pod uwagę możliwości operowania światłem rozproszonym i zastanym o ściśle określonej porze dnia, okazała się lokalizacja na schodach przed wejściem do piwnicznej izby Galerii Autorskiej, czyli w sumie lokalizacja karkołomna dla osób fotografowanych (podest nad przepaścią), ale dająca szansę na skuteczną realizację cyklu portretów podwójnych, który powstawał od czerwca do września. W roku 2015 odbyło się pięć sesji fotograficznych: 25 czerwca, 9 lipca, 13 sierpnia, 27 sierpnia i 24 września. Wszystkie między godziną 17 a 18, wszystkie na tle tej samej ściany i w zbliżonych warunkach oświetleniowych, co ostatecznie zaowocowało różnymi niedoskonałościami technicznymi, ale też stworzyło okoliczności do konsekwentnego wypełnienia założeń estetycznych i formalnych projektu. Wszystkie kadry zostały wykonane cyfrową lustrzanką Nikon D7000, do której podłączyłem stałoogniskowy obiektyw AF-S NIKKOR 50 mm o jasności 1:1.4G. Kadry, po przerzuceniu do komputera, nie zostały poddane zwyczajowej postprodukcji w programach do obróbki cyfrowych obrazów fotograficznych, nie były też przycinane. Obrazy zaprezentowane na wystawie są tym, co ich autor widział w momencie naciskania spustu migawki. Jedyny zabieg konieczny polegał na rozjaśnieniu, przyciemnieniu lub skontrastowaniu poszczególnych kadrów, aby w ten sposób zminimalizować różnice siły światła zastanego pojawiające się w trakcie trwania kolejnych sesji.

A to, jak owe kadry zostaną przyjęte przez uczestników sesji – nie mnie oceniać. Mam tylko nadzieję, że mój zamysł nie rozminął się za bardzo z oczekiwaniami Galeryjnej, czyli bydgoskiej publiczności. A fakty są następujące: dzięki logistycznym talentom Jacka i technicznej sprawności Janka powstały 54 portrety podwójne. Brakuje w tym zestawie wiele bliskich mi osób, a przede wszystkim osób bliskich Jankowi i Jackowi, czyli niezawodnym organizatorom życia galeryjnego. Cóż, w ciągu czterech (głównie wakacyjnych) miesięcy jednego sezonu nie dało się zaprosić ani nawet skrzyknąć wszystkich Galerników, o których wiemy, że są dla nas ważni, których znamy i kochamy, bez których nie wyobrażamy sobie w miarę pełnej dokumentacji środowiska. Należy więc założyć, że jest to zaledwie połowa tych postaci (oraz ich wizerunków), które owo środowisko tworzyły i nadal tworzą. Być może zatem trzeba będzie w najbliższej przyszłości byłym i aktualnym Galernikom zaproponować kilka następnych sesji (taki, powiedzmy, Aneks), aby cykl portretów podwójnych rozrastał się do w miarę pełnej dokumentacji bywalców piwnicy artystycznej Chocimska 5.

Krzysztof Szymoniak

 

* * *

marność rozpiera się w gospodzie
pod pomnikiem na rynku miejscowy
filozof przepowiada losy Józefa

parki ciche głuchotą pni nie rozpamiętują
już potopu zdarzeń ani wojen gigantów
o piaszczyste skarpy na drutach kruszeją
coraz bielsze fotografie sprzed
dwudziestu lat

kiedyś mogłem dojrzeć na nich bogactwo
okapów i węzły życia teraz tylko jakieś
twarze jakieś głosy znajome i obce

Krzysztof Szymoniak

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image