Piatek, 1 kwietnia 2016, godz. 18 - otwarcie wystawy fotografii Jerzego Zegarlińskiego pt."Nie mam pomysłu na tytuł"

Jerzy Zegarliński
Jerzy Zegarliński
 

Jerzy Zegarliński, ur. 1949 w Gliwicach, ukończył Uniwersytet Wrocławski z dyplomem archeologa. Uprawia fotografię kolorową. Szczególny okres aktywności twórczej przypadł na czas kilkuletniego pobytu (w latach 80.) w Stanach Zjednoczonych. Jest autorem 25 wystaw indywidualnych, uczestniczył w wielu wystawach zbiorowych. Od początku lat 90. współpracuje z Galerią Autorską Jana Kaji i Jacka Solińskiego. Jest pomysłodawcą i współorganizatorem Przeglądów Fotografii Bydgoskiej (od 1995). Prowadzi firmę impresaryjno-artystyczną „Zegart” zajmującą się organizacją wystaw.

Primaaprilisowy dokumentalista

Znam Jerzego Zegarlińskiego już 20 lat, a wciąż jeszcze mnie zaskakuje. Na czym to polega? Trochę pewnie na przekornej naturze fotografika, a trochę na stale młodzieńczym i nieco przewrotnym podejściu do otoczenia. Artysta, mimo swojego znaczącego dorobku, nie poprzestaje na udanych pomysłach i rozwiązaniach formalnych. Wciąż szuka nowych środków przekazu i nowych sposobów prezentacji. Jest twórcą, który unika powagi, co nie oznacza, że nie porusza tematów poważnych. Jako organizator wielu wystaw dobrze wie, że forma przekazu musi intrygować, przyciągać, a więc być absorbująca. Zegarliński jako swój motyw obecności wybrał ludyczność. Może uczynił tak dlatego, że przyjęta żartobliwa formuła działania pozwala mu zachować dystans wobec świata i fotografowanych rzeczy oraz zjawisk?

Punktem wyjścia dla Jerzego są anomalia naszej – szeroko pojętej – rzeczywistości. Można powiedzieć, iż artysta przyjął „zawód” błazna uprawiającego fotografię, by w ten sposób nadać jej wieloznaczny charakter. Formuła żartu, którego społeczno-zwyczajowe reminiscencje bywają komentarzem do życia publicznego, najpełniej odpowiada aspiracjom autora. Tematy zdjęć o anegdotyczno-ironicznych podtekstach budzą szybkie skojarzenia i łatwo zapadają w wyobraźnię. W starannie skadrowanych kompozycjach wątkiem przewodnim albo tłem czy też scenografią są rozmaite ślady i znaki ludzkiej obecności: dziwne sytuacje, reklamy uliczne, malowidła ścienne: zderzenie głupoty z powagą, śmiechu z zakłopotaniem, nowoczesności z przeszłością. Człowiek pojawia się tu rzadko, a jak już to jako obserwator czy „aktor” zręcznie wpleciony w całość kompozycji. Poszczególne zdjęcia autor zestawia w cykle, opowieści – komentarze do współczesności, z których układa ekspozycje. Ważny elementem tego działania stanowi wybór dnia otwarcia wystawy. Zawsze, od wielu już lat, w Galerii Autorskiej jest to1 kwietnia – prima aprilis. Wpisanie się w tradycję żartobliwego obyczaju dobrze oddaje charakter tego myślenia.

Jacek Soliński

Uwaga fotograf!

Primo, czyli ironia.

Przeglądam fotografie Jerzego Zegarlińskiego i nie mam żadnej wątpliwości: mamy do czynienia z twórcą nad wyraz ironicznym. Sam pojawia się na planie rzadko, ale żeby właśnie ową ironię wzmocnić, na jednej z fotografii usadowił się tuż obok znaku, opatrzonego napisem: „uwaga fotograf”. Od tego właśnie można zacząć. Uwaga fotograf, nadchodzi Jerzy Zegarliński.

Jego wyraz twarzy, lekkie zamyślenie, palec uniesiony wskazuje znak. Zdawałoby się, że mówi: „Panie i Panowie: to właśnie ja”. A przecież częściej spotkać można inny rodzaj znaku: „zakaz fotografowania”, szczególnie popularny przy obiektach wojskowych. Co tam zresztą wojsko. Z niego również nasz ironiczny autor się podśmiechiwał. Na jednym ze zdjęć mały, zapewne plastykowy żołnierzyk z amerykańską flagą, mierzy ze swojego malutkiego pistoleciku w stronę ludzi, a raczej dokładnie, w ich nogi i jest przy nich taki malutki, nie dorasta im nawet do pięt. Przypomina się trochę Tuwimowski, bajkowy Pan Maluśkiewicz, który koniecznie chciał ujrzeć wieloryba. Jak to powie poeta: „Tyciutki jak ziarno kawy, A oprócz tego podróżnik, A oprócz tego ciekawy”.

Secundo, czyli podróżnik.

Można by chyba rzec, że każdy fotograf musi się przemieszczać, być w ruchu, stagnacja źle tej profesji służy. Jako, że Pan Maluśkiewicz miał w ręku amerykańską flagę podejrzewam, że Zegarliński niektóre zdjęcia zrobił za oceanem. Widzimy drapacze chmur, chińskiego sprzedawcę z punktu sprzedaży prasy, zawody futbolu amerykańskiego. Ma się zresztą wrażenie, że każda chwila przynosi autorowi nowe pomysły i oczywiście nowe ujęcia. Właściwie można by się zastanowić, jak następuje selekcja, jakie obrazy wydają się dla twórcy ważne i ważkie, a jakie w procesie twórczym odrzuca. Wydaje mi się, że kluczem do odpowiedzi może być jedno słowo, słowo klucz, a mianowicie: koncentracja. Od niej w znacznym stopniu zależy, czy dzieło spełnia wyśrubowane przez twórcę kryteria, czy też należy je odrzucić i nie zawracać sobie nim więcej głowy.

Oczywiście właśnie w podróży, w nowych miejscach, koncentracja jest jak najbardziej wskazana. Mam wrażenie, że Zegarliński z drogi uczynił jeden z lejtmotywów swojej twórczości. Droga ta bywa nietypowa, jak choćby ujęcie z dołu drapacza chmur, który wije się w stronę nieba, albo taka zwykła jaką widzimy na co dzień, piaskowa, otoczona śniegiem, wskazująca na obecność pod ziemią i dokładnie w tym miejscu przebiegających rur ciepłowniczych, albo taka pośród traw, zapewne wycięta z jakiegoś parku, wijąca się ku wzniesieniu. Metaforą drogi, takiej którą człowiek codziennie musi pokonać do pracy, szkoły, sklepu może być mural z niebieskim rowerem, który wkomponowany jest w żółte, lekko już odrapane tło.

Tertio, czyli zderzenie światów.

Sam o swojej twórczości powie: „Niczego nie chcę udowodnić, niczego kształtować czy zbawiać kogokolwiek. Zatrzymać efemeryczny kształt, umykającą chwilę – to jest najważniejsze”. Z tego też jasno wynika, że twórca przede wszystkim czuje się dokumentalistą, wychwytuje ciekawe niuanse wciąż zmieniającej się rzeczywistości. To zaś powoduje, że twórczość jego jest niejednoznaczna, obfitująca w ciekawe skojarzenia, pełna kontrastów i co ważne: kontekstów. Można by chyba rzec, że robiąc zdjęcie wysyła sygnał: „tu się coś ciekawego dzieje, ale interpretacja należy do ciebie”.

Mam wrażenie, że ważne w tej twórczości jest zderzanie światów, starego z nowym, cywilizacji z zacofaniem, gdzie kolor skóry, wygląd, a nawet ubiór ma znaczenie. Przykłady: Dwie kobiety siedzą na ławce, jedna biała a druga czarnoskóra. Białą symbolizuje uschnięty obok krzak, a tę drugą, krzak pełni żywotności, zielony. Na innej fotografii, tłok na ulicy. Odchodzą od nas ludzie w stroju ludowym, a idą w naszą stronę ubrani w jeansy.

Dziwny jest w końcu ten nasz świat, tak krańcowo różny, gdzie nowe miesza się ze starym, tradycja z nowoczesnością, rasy, religie, kultury. Przepuszczony jednak przez ironiczne sito Jerzego Zegarlińskiego, nic nie traci ze swego uroku, a nawet wydaje się jakiś taki sympatyczny, żeby nie powiedzieć ciepły. Pozory mogą mylić, ale takie pozostaje wrażenie.

Bartłomiej Siwiec

Jerzy Zegarliński, bez tytułu, fotografia
Jerzy Zegarliński, bez tytułu, fotografia

Jerzy Zegarliński, bez tytułu, fotografia
Jerzy Zegarliński, bez tytułu, fotografia

Jerzy Zegarliński, bez tytułu, fotografia
Jerzy Zegarliński, bez tytułu, fotografia

Jerzy Zegarliński, bez tytułu, fotografia
Jerzy Zegarliński, bez tytułu, fotografia

Jerzy Zegarliński, Ślady, fotografia
Jerzy Zegarliński, Ślady, fotografia